Jeszcze pół godziny temu
siedziała w swoim pokoju, patrząc
jak Maja i Lena robią w jej szafie porządki, związane
z przygotowaniem do spotkania. Jedna najchętniej
wysłałaby ją w samej bieliźnie, natomiast druga w ubraniu zakonnicy – w tym
względzie nigdy nie potrafiły się dogadać. Znudzona
ich ciągłymi kłótniami, obwieściła im radosną
nowinę, którą
było:
-Nigdzie nie idę. – jak na komendę
obie rzuciły co miały w rękach i spojrzały na nią jakby dopuściła
się rekreacyjnego rozwiązywania zadań z
fizyki. – No co?
-Nawet tak nie żartuj. – syknęła
przez zęby Majka, mrużąc oczy złowrogo, co dało czerwonowłosej do myślenia i spowodowało nagłą zmianę
decyzji:
-Dobra, dobra, tak tylko
gadam. – na znak kapitulacji uniosła ręce
do góry. – Ale ubranie sama sobie wybiorę,
bo wy się nigdy nie osiągniecie konsensusu. – wstała z łóżka, szybkim ruchem zebrała z podłogi najzwyklejsze
w świecie jeansy, koszulę w fioletowo – czarną
kratę i uciekła do łazienki, zanim
którakolwiek z pozostałych dziewczyn zdążyła
zareagować.
Szły teraz obok niej, od
czasu do czasu zerkała to na jedną,
to na drugą i nie mogła się nadziwić
ile w nich jest determinacji. Na twarzy Madejskiej dodatkowo można było dostrzec obłąkany
uśmieszek, ale tym się nikt nie przejmował – nikt kto je znał w każdym razie.
Julka sama czując się
niepewnie, wypaliła:
-Ja naprawdę nigdzie nie idę.
Nie ma mowy. – i zatrzymała się w
pół kroku.
Maja i Lena wymieniły
spojrzenia, złapały ją pod ręce
i zaczęły ciągnąć w kierunku, w którym zmierzały.
-Ani mi się waż
tchórzyć teraz. – stanowczym głosem nakazała
jej blondynka, a brunetka dodała:
-Nie po to Cię stroiłyśmy,
żebyś
uciekła przed finałem.
-Łatwo Wam mówić, to nie wy zaraz staniecie oko w oko… ekhm, oko w
klatę z gwiazdą siatkówki.
-Przecież też
tam będziemy, nie pozwolimy Ci się skompromitować.
– oczywiście Lena zawsze służyła słowem otuchy.
-Taaaak, sama się nie skompromitujesz, co najwyżej ja Ci pomogę.
– wyszczerzyła się Majka z satysfakcją obserwując
jak policzki Julki zmieniają
kolor z naturalnego bladego na jeszcze bledszy.
-Nie strasz jej. –
zganiła przyjaciółkę Majewska, ale na jej twarzy również zamajaczył uśmiech.
Czerwonowłosa wzięła głęboki
oddech i w duchu postanowiła, że
nie da się zastraszyć i że
zmierzy się z całą
sytuacją jak na członka spółki z o. BNW
przystało – weźmie to na klatę, a potem do końca
życia będzie
się śmiała
z tego jak zrobiła z siebie idiotkę.
Jej entuzjastyczne rozmyślania przerwało Badylowe:
-O już jest. – mimowolnie uniosła głowę do góry, a gdy tylko GO ujrzała, wyszczerzyła zęby w szerokim uśmiechu.
Wyrwała się przyjaciółkom i ruszyła pędem w JEGO kierunku, krzycząc:
-Słoneczko Ty moje,
ukochane. Jak ja za Tobą tęskniłam.
– dopadła do NIEGO i zaczęła ściskać z całych sił.
Dając upust swej radości
z ponownego spotkania, tuliła GO do piersi, całując
i szepcząc:
-Już nigdy Cię
nie zostawię. Kocham Cię. Wybacz mi.
Maja i Lena roztkliwione
przyglądały się
przyjaciółce z szerokimi uśmiechami na buziach, doskonale sobie
zdawały sprawę jaka więź łączy
Julkę i jej Słoneczko. Jednak widząc nieco zdziwione spojrzenia, jakie wymieniali między sobą
chłopcy stojący przed nimi, blondynka pospieszyła
z wyjaśnieniami:
-Wiecie, ona jest bardzo
z nim związana, rzadko się rozstają.
– a brunetka dodała:
-Nikt tego nie rozumie,
ale tylko z nim Julka czuje się, powiedzmy,
kompletna.
-Przecież to tylko telefon. – odezwał się niższy
z osobników, wzruszając nonszalancko ramionami.
Na te słowa chłopak
został potraktowany morderczym spojrzeniem panny Miśkiewicz. Usatysfakcjonowana uzyskanym efektem,
przeniosła wzrok na jego towarzysza i posłała mu wdzięczny uśmiech.
-Dzięki, że
się nim zaopiekowałeś. Jestem Ci niewyobrażalnie
wdzięczna.
-Yyyy, spoko. – zdołał
wybąkać z
zakłopotaniem chłopak, czerwieniąc
się przy tym po cebulki włosów.
Odwrót na pięcie, spojrzenie na przyjaciółki i:
-To co, idziemy?
W oczach Leny można było ujrzeć
przerażenie, wymieszane ze smutkiem.
Natomiast Majka po raz kolejny tego dnia potraktowała Julkę morderczym spojrzeniem, po czym znacząco przeniosła wzrok na Kurka, który wyglądał jakby nie wiedział co ze sobą zrobić.
Wąski przez chwilę
kminiła w swoim małym umyśle, aż w
końcu wybuchła inteligentnie:
-A!
Ponownie obróciła się w stronę
siatkarza, szczerząc się
złowieszczo.
Widać było, że
chłopak żałował, że nie uciekł póki miał okazję. W dodatku Kubiak wcale mu nie pomagał, tylko
bezmyślnie opierał się o kosz na śmieci
i oczekiwał z napięciem na rozwój wydarzeń. „Szlag by go trafił.”, pomyślał ze złością przyjmujący.
-Musimy pogadać. – usłyszał jeszcze i zanim się zorientował co się
dzieje, właścicielka nieszczęsnego telefonu, zaczęła
go ciągnąć w
bliżej nieokreślonym kierunku. Zastanawiająca była siła jaką
miała dziewczyna postury krasnoludka.
Kubiak, gdy tylko
zorientował się w sytuacji, z paniką w oczach zaczął
się rozglądać, a w końcu
nie wytrzymując napięcia,
wypiszczał:
-A gdzie ona go zabrała?
Majka spojrzała na niego
i z politowaniem, pokręciła głową:
-W krzaki, zgwałci go, a
potem zostawi na pastwę fanek. – uśmiechnęła
się przy tym wesoło.
Oczy Michasia przybrały
rozmiar pięciozłotówek:
-Niemożliwe, nie zgadzam się,
nie.
-Oj tam, Chomik, bez
spiny. – usłyszał w odpowiedzi od brunetki, która ze znudzeniem przyglądała się
swoim paznokciom.
Tymczasem Julka uważnie rozejrzała się
dokoła i chciała konspiracyjnie szepnąć
coś do swego towarzysza, jednak gdy
odwróciła się w jego stronę, dokonała odkrycia stulecia: z łokciem nie
pogadasz. Szarpnęła więc
za ramię, którego od kilku minut kurczowo się trzymała:
-Ej, Ty tam, na górze,
schyl się trochę.
– chłopak patrzył na nią przez chwilę jakby jej druga głowa wyrosła, ale posłusznie
wykonał jej prośbę.
W tym momencie pożałowała swego postulatu. Jeszcze żadna woda po goleniu jaką dane jej było wąchać, nie była tak wyrazista i sugestywna i nie
pozwalająca się
skupić, że
bez zastanowienia palnęła:
-Ładnie pachniesz.
-Co? – Kurek spojrzał na
nią, zastanawiając się
czy dobrze usłyszał.
-Nic. – machnęła wolną ręką i
postanowiła przejść do rzeczy, zanim znowu strzeli
samobója – Czy Nowakowski ma kogoś?
-Eee, no chyba ma laskę.
-Wiem, że ma laskę,
ale czy ma dziewczynę? – zniecierpliwiona, wbiła w niego
szare ślepia, wyczekująco.
„Niesamowite, za każdym razem jak coś powiem, dziwi się jeszcze bardziej”,
przeszło jej przez myśl.
-Okey…
„O mamy postęp.”,
złośliwa natura, dała o sobie znać.
-Ma dziewczynę. Tak jakby.
-Co to znaczy „tak
jakby”?
-Trudno to wyjaśnić,
to trzeba zobaczyć na własne oczy.
-Dobra. Gdzie i kiedy?
-Ale co?
-No, gdzie i kiedy mogę to zobaczyć?
– wyjaśniła cierpliwie o co jej chodzi.
-Aaa, pewnie na jakimś meczu. – chłopak wzruszył ramionami.
-Mhm, czyli do zobaczenia
wkrótce. – przez ułamek sekundy się
zawahała, ale w końcu wspięła
się na palce, cmoknęła siatkarza w policzek i pognała do przyjaciółek,
czerwieniąc się
niemiłosiernie.
Z prędkością światła
dopadła do swych towarzyszek, złapała jedną i
drugą za rękę i pociągnęła za sobą.
Majka zdążyła jeszcze krzyknąć w stronę
osłupiałego Kubiaka:
-Trzymaj się Chomik. – machając przy
tym wolną ręką.
-Ty też się
nie puszczaj. – usłyszała w odpowiedzi i zniknęły
mu z pola widzenia.
Michaś z rozdziawioną gębą
patrzył w kierunku, w którym uciekły dziewczyny. Wszystko działo się tak szybko, że
nie nadążał za rozwojem wypadków. Dopiero gdy
u jego boku ponownie pojawił się
Kurek, udało mu się wybąkać:
-Co się właściwie
stało?
-Też się
nad tym zastanawiam. – odparł mu Bartosz z niezbyt inteligentnym wyrazem
twarzy.
-Mam wrażenie, że
to jeszcze nie koniec.
-Zaiste.
-W każdym razie, wdepnęliśmy w niezłe gówno. – w odpowiedzi przyjmujący pokiwał głową
na znak, że zgadza się z przyjacielem.
Szepty i chichoty za ich
plecami, dały im do zrozumienia, że
nie są sami. Jak na komendę obaj się
obrócili i zamarli, przyglądało im się co najmniej kilkanaście
par oczu, wyrażających
skrajne uwielbienie.
-Mówiłam Ci, że to on. – wykrzyknęła
jedna z osóbek z podekscytowaniem.
-Faktycznie, ale jakiś wyższy
jest na żywo. – odparła druga.
-Ale na atrakcyjności nie tracą. –
zachichotała trzecia.
Kubiak i Kurek z
rezygnacją poddali się procederowi rozdawania autografów, uścisków i zdjęć.
Trzy przyjaciółki wpadły do mieszkania państwa Madejskich i rozchichotane padły na łóżko Majki. Leżały,
trzymając się
za brzuchy, za każdym razem wybuchając salwą śmiechu, gdy tylko na siebie spojrzały.
-To było piękne. – wysapała Majka.
-Bezcenne. – dodała Lena.
-I opłacalne. – Julka wyszczerzyła
zęby do koleżanek i znów wybuchły śmiechem.
_________________________________________________________________________________________________________
Kolejny odcinek napisany –
trochę mi
to zajęło,
za co przepraszam. Również przepraszam, że w ostatnim czasie nie komentowałam
Waszych prac – obiecuję to nadrobić. :)
Pozdrowienia. :)
no i to mi się podoba! :D tylko proszę częściej dodawać rodziały ;)
OdpowiedzUsuńone we trzy są jak jedna ja - zdrowo powalone :)
Julka ma odwagę żeby ciągnąć Kurka w krzaki! Ja wiem, ze najwyższa pora Go rozdziewiczyć ale jednak, kurcze to jest Kurek!
OdpowiedzUsuńOj tak Kubiak zdecydowanie przypomina chomika z nadwagą!
No i nadrobiłam to co miałam do nadrobienia szybciej niż się spodziewałam. Muszę przyznać, że bardzo podoba mi się pomysł na to opowiadanie. Niektóre momenty bawią, śmieszą, ale są i te poważne. Różnorodność w historii to podstawa, wtedy jest się pewnym, że nie zanudzi się czytelnika. Co mogę dodać więcej? Chyba to, żebyś dodawała częściej rozdziały!
OdpowiedzUsuńCo do tego rozdziału to nie powiem... Julka jest odważna. U kobiet, w dzisiejszym świecie, wyjście z ,,inicjatywą'' jest normą, ale trzeba to umieć zrobić z klasą! Co do samego Kurka, to zdecydowanie jest to mój ulubiony siatkarz, dlatego też chętnie będę o nim czytać.
Pozdrawiam.
P.S. Jeśli możesz to informuj mnie o nowościach.
Zapraszam na http://niepowstrzymana-milosc.blogspot.com/ gdzie jest już czwarty rozdział
Witam. Na http://niepowstrzymana-milosc.blogspot.com/ pojawił się rozdział 5, jeśli masz czas i ochotę to zapraszam. Pozdrawiam, Izuś :)
OdpowiedzUsuń