Gwar
na hali był niesamowity, mimo że
dzisiaj nikt nie grał żadnego meczu. Pełno
rozwrzeszczanych małolatów biegało za swymi idolami, próbując wysępić autograf, zdjęcie lub jakiś drobiazg, świadczący o przykuciu, choć na moment uwagi uwielbianego
osobnika. Te bardziej fanatycznie usposobione fanki, widziały w tym event’cie
szansę na zdobycie kilku kropel
krwi bądź paru włosów do swych
domowych ołtarzyków.
Taką
o to sytuację zastały trzy dziewczyny,
wchodząc na trybuny.
-Czyżby
już po treningu? – zapytał
blondynka nerwowo wyginając palce.
-Co Ty, jesteśmy przed czasem. – ze wzruszeniem ramion odparła
brunetka, kierując się przy tym na najbliższe wolne miejsce. – Zaraz się zacznie. – dodała, gdy
wszyscy powoli zaczęli wracać na swoje miejsca, umożliwiając tym samym siatkarzom przystąpienie do rozgrzewki.
Szatynka, będąca
kiedyś czerwonowłosą – chwała zmywalności płukanek do włosów -, widząc że co poniektórzy sięgali już po piłki, skurczyła ramiona
i wlokąc się za przyjaciółką, wymamrotała:
-Jak mnie coś rąbnie
to krzycz. – wzdrygając się przy tym na wspomnienie o
swym ostatnim kontakcie z piłką.
Usadowiły się wygodnie i każda pogrążona we własnych myślach, próbowała przetrwać te 1,5 godziny, które
dzieliły je od faktycznego celu przybycia.
Lena wodziła wzrokiem za pewnym środkowym, by od czasu do
czasu spojrzeć na trybuny, szukając tej „tak jakby dziewczyny”
– zżerała ją i ciekawość i zazdrość, choć jak przyznała w duchu, to
drugie nie miało uzasadnienia. Przecież nawet go dobrze nie poznała, bo jej ukochane
przyjaciółki, jakimś magicznym sposobem, mówiąc ogólnie, zraziły go do
siebie i teraz uciekał za każdym
razem jak je tylko zniuchał. Westchnęła zrezygnowana i podpierając rękami brodę, powróciła do przyglądania się Piterowi.
Natomiast Julka „spłynęła” po krzesełku najniżej jak tylko pozwalał jej kręgosłup i obserwowała sytuację na boisku. Zawsze gdy
usłyszała świst, przecinającej powietrze piłki lub jej
huknięcie o bandę czy w parkiet, podskakiwała
nerwowo, chowając głowę w kolanach. Wiedziała, że wygląda przekomicznie, ale nie
mogła nic na to poradzić – doznała traumy i
wiedziała, że jej życie nie będzie już nigdy takie samo. Zdawała też sobie sprawę, że jest w tym wszystkim śmieszna i strasznie
przesadza, ale fun tej grupie był zdecydowanie potrzebny: Lenka chodziła z głową w chmurach, by po chwili spaść na ziemię i się dołować, a ta druga – cóż, jej zawsze było mało fun’u.
Majka, mając głęboko
w poważaniu to co działo się dokoła, bazgrała w zeszycie
kolejny „częstochowski” wiersz, by za
chwilę namalować jedno ze swych serduszkowych
arcydzieł. Tak naprawdę była tu tylko dla
towarzystwa i moralnego wsparcia, gdy jej koleżanki będą
robić z siebie kretynki – bo że się wygłupią, było więcej niż pewne. A w myśl ich żelaznej zasady jak się wkopać to razem, nie mogło jej tu zabraknąć, zresztą miałaby stracić darmowy ubaw? No way. Kątem oka zerknęła na swe towarzyszki: jedna
podskakiwała na krzesełku jak piłka pingpongowa, a druga z upartością godną porządnego osła, gapiła się na Nowakowskiego, jakby
próbując sprawić by na nią spojrzał. Wzruszyła
ramionami z myślą: „Zapowiada się niezły show” i powróciła do pisania.
Półtorej godziny później.
Grupka siatkarzy stała przy
krzesełkach, popijając wodę i śmiejąc się z Nowakowskiego, który był
molestowany przez swoją „niby dziewczynę”.
-No
to jeszcze tych tu brakowało, do kompletu. – zachichotał błazeńsko Bartman, wskazując przy tym palcem na
pobliskie trybuny.
Jako
jeden z wielu, spojrzał na szczyt schodów i ujrzał ją, zbiegała radośnie, uśmiechając się do wszystkich. Do niego też. Stał zamurowany, patrząc baranim, a wręcz maślanym wzrokiem na osóbkę mącącą mu sny od czasu ich
ostatniej wymiany zdań w parku. Zbliżała się do niego, krzycząc przy tym donośnie:
-Chomik!
Patrzył
na nią nieprzytomnie z głupawym uśmieszkiem na mordce, jakby
nie słysząc szyderczych śmiechów kumpli.
-Chomik…?
– stanęła przed nim, z pytająco uniesioną brwią.
Gdy nie uzyskała żadnej odpowiedzi, pomachała
mu dłonią przed twarzą.
-Chomik, ślinisz się. – stwierdziła, pstrykając palcami przed kubiakowym nosem,
na co głowa chłopaka odskoczyła do tyłu.
-Co? – zapytał lekko zachrypiałym głosem.
-No ślinisz
się. – zaśmiała się wesoło brunetka, miała coś dodać, gdy usłyszała:
-Majka, ciole, coś tak do przodu wyrwała?! – Lena i Julka jak szalone
zbiegały po schodach, a Madejska tylko czekała aż któraś wywinie orła i pięknie sturla się na dół.
Niestety przyjaciółki ją zawiodły, na co mina jej zrzedła,
jednak gdy szatynka - potykając
się o porzuconą przez któregoś zawodnika torbę - wpadła z impetem na
Jarosza, wywalając przy tym i jego i siebie,
znowu się szeroko uśmiechnęła.
„Cholera, a
byłam już tak blisko od niezrobienia z siebie debila”, pomyślała Julka, czując jak upada z Rudym na
parkiet. Zanim jednak zdążyła się odezwać z przeprosinami, jakieś wielkie ręce podniosły ją do góry, a sekundę później stała już na własnych nogach. Uniosła
głowę, tylko po to by ujrzeć uchachraną mordencję Bartmana, który zaraz zabrał
się za pomaganie w powstaniu
Kuby.
-Yyyy, sorry, miss gracji jak widać nie jestem. – palnęła w stronę atakującego, próbując się jeszcze bardziej nie
zaczerwienić.
-Spoko, zdarza się. – bąknął równie rumiany na twarzy
Jarosz, masując sobie obolały dół pleców.
Uznając
sprawę za zakończoną, rozejrzała się i nie widząc w pobliżu swego źródła informacji, zapytała:
-Gdzie jest Kurek?
-A co, my Ci nie wystarczymy? – odparł Zibi, obejmując dziewczynę ramieniem, przy tym
sugestywnie unosząc brwi.
-A mama Cię nie nauczyła, że nie odpowiada się pytaniem na pytanie? – słodko zaświergotała mu szatynka,
uciekając spod ciężkiego łapska.
-Pewnie uczyła, ale również pewne jest to, że nie uważałem w tym czasie.
-Twój błąd. – wytknęła język
w jego stronę.
-Ej, znalazłem Kurka, ale za cholerę nie wiem co on wyprawia. –
zapomniany przez wszystkich Kubiak dał znów o sobie znać, wskazując palcem przed siebie – kilka
par oczu powędrowało w tym samym kierunku.
Bartek, czając się
przy bandach po drugiej stronie boiska, podskakiwał i machał rękami, jakby z
podekscytowaniem. Oczywiście próbował zwrócić na siebie uwagę trzech wariatek, odkąd tylko je zobaczył na
parkiecie, ale żadna nie raczyła na niego
spojrzeć. Dopiero kiedy Dziku wytknął go palcem, raczyły popatrzeć. Wiedział też, że jego zachowanie może budzić zdziwienie, a nawet strach –
bo właśnie to ujrzał w oczach
Anastasiego, który wyglądał jakby chciał go wysłać na konsultację psychiatryczną, co skutkowałoby utratą fundamentalnego przyjmującego.
Nie było to jednak ważne, gdy w końcu Julka pojęła o co mu chodzi, kierując spojrzenie w miejsce, które
nieudolnie próbował wskazać.
W miejscu tym, znaczy parę metrów dalej, przy bandach,
tkwił Nowakowski z założonymi rękami i znudzoną miną, wysłuchując bezmyślnej paplaniny płynącej z ust pewnej panny, odzianej
w oczojebnoróżową podkoszulkę, super ciasne jeansy i tak
wysokie obcasy, że aż dziwiło jak może się w nich przemieszczać. Dziewczyna cały czas
chichotała z tego co powiedziała, zarzucała włosy do tyłu i raz po raz dotykała
środkowego to w ramię, to w klatkę piersiową.
-Zaraz rzygnę. – wymamrotał Zibi, krzywiąc się niemiłosiernie na ten
obrazek. A zniesmaczona Julka pokiwała głową, na znak że się
z nim zgadza.
-Słodka idiotka. – Majka dokonała tym stwierdzeniem
oceny wroga – Pójdzie łatwiej niż
nam się wydawało. – wyszczerzyła się do Leny, która ze
zmartwieniem przyglądała się scenie.
-No właśnie, więc działajmy. – klasnęła w dłonie Julia, wymieniając diaboliczne uśmieszki z brunetką, po czym kiwnęła głową w stronę Bartosza, który chcąc nie chcąc, musiał im pomóc.
Przyjmujący podszedł więc do środkowego
i klepiąc go w ramię, wypalił:
-Stary, sorry, że przeszkadzam, ale jest sprawa. – i dziewczyna i
Piter, spoglądali na niego wyczekująco. – Ekhm, na osobności? – dodał Bartek, wymownie popatrzył
na nowakowską towarzyszkę.
-Jasne, jasne. – uradowany blondyn, pożegnał się z koleżanką i podążył za Kurkiem w stronę szatni.
Gdy tylko znaleźli się
poza zasięgiem gumowych uszu
współtowarzyszy boiskowych, Piotrek oparł się o ścianę i z wyrazem ulgi na twarzy,
podziękował za uratowanie go z
opresji.
-Spoko. – nonszalancko odparł Kuraś, by po chwili wpleść trochę intrygi – Ale, coś za coś.
Środkowy spojrzał na niego, unosząc brew, dając tym samym do zrozumienia, żeby kontynuował.
-Jest taka jedna dziewczyna, która ma bardzo fajną koleżankę. – jak zwykle Bartosz nie
potrafił się wysłowić tak jak trzeba – I byłbym
bardzo wdzięczny, gdybyś się zgodził gdzieś ją zabrać.
-A sam nie możesz tego zrobić?
-Eee, ekhm, eee… - „Myśl Bartek, myśl”
– Ja bardziej jestem zainteresowany tą dziewczyną, niż
jej koleżanką.
-Bez sensu gadasz. – zaśmiał się Nowakowski.
-Wiem, ale eee… zapunktuję jak jej koleżanka ruszy się z domu. – wyszczerzył się Kurek.
-Coś
kręcisz, ale niech Ci będzie. – Piotrek machnął od niechcenia ręką i ruszył do szatni, by wziąć prysznic.
Natomiast przyjmujący z zacieszem na twarzy, wrócił na boisko, wrzeszcząc:
-Misja zakończona! – słysząc ten okrzyk, wszyscy wtajemniczeni: Julka, Majka i
Lena odtańczyły taniec radości, Kubiak doszedł do
wniosku, że to byłoby poniżej jego godności.