-Ale o co chodzi? – ochrzczony mianem Kranu osobnik
odezwał się, patrząc przy tym niewyraźnie na trzy osóbki, stojące przed nim.
W Julkę jakby piorun strzelił – z paniką w oczach rzuciła w niego
piłkę i pomknęła ile sił w nogach w stronę wyjścia, taranując przy okazji każdego kto stanął na jej drodze. Zatrzymała
się dopiero przy samochodzie,
opierając się o maskę, próbowała wyrównać oddech, klepiąc się po policzkach. Dopiero, gdy
zaczęła ją trząść z zimna, zorientowała się, że nie wzięła z szatni kurtki.
Tymczasem uczestnicy kółka
zainteresowań, zebrani po dwóch stronach
barierek, nieco zszokowani patrzyli w ślad za uciekinierką.
-Cóż,
Julka tak ma. – Maja wzruszyła ramionami, lekceważąco. – A teraz do rzeczy, czy Pit dostał kwiatki? –
wyczekująco spojrzała na męską część zgromadzenia.
-To od Ciebie były te badyle? – z niedowierzaniem
odparł Zbigniew.
-Te! Tylko nie badyle, badyl jest tylko jeden. –
wykrzyknęła brunetka, mrużąc oczy ze złością.
-Nie nakręcaj się. – szepnęła Lena, łapiąc przy tym przyjaciółkę za ramię. – My, powinnyśmy już
się pożegnać…. – zaczęła jeszcze, ale oczywiście Badyl nie byłaby sobą, gdyby nie wtrąciła:
-No jak chcesz się żegnać, jak jeszcze Cichego nie
poznałaś? – szczerzyła się przy tym niemiłosiernie, na
co blondynce spąsowiały policzki.
-Nie musisz rozgłaszać tego wszem i wobec…. – odparła Majewska,
rozpoczynając tym samym dyskusję z przyjaciółką i całkowicie zapominając o obecności czterech siatkarzy, którzy
przyglądali się im z nieukrywaną fascynacją. Zanim którykolwiek z nich
zdążył coś wtrącić czy w jakikolwiek inny
sposób zareagować dwie dziewczyny już były w drodze do wyjścia, żywo rozmawiając i przy tym gestykulując.
-To chyba się nie dowiem o co chodzi…. – bardziej stwierdził niż zapytał Bartek.
-No, ale widzisz zostawiły po sobie ślad. – z szerokim uśmiech odparł Zbigniew,
wskazując na czoło kumpla.
-Ale, że co? – marszcząc brwi przyjmujący, zaczął obmacywać sobie trzewioczaszkę w poszukiwaniu jakichś niedoskonałości i w końcu na coś natrafił. – O w mordę, nabiła mi guza! – stwierdził z przerażeniem.
-Masz przynajmniej pamiątkę. – parsknął Ignaczak, próbując się nie roześmiać.
-Któraś jeszcze zostawiła telefon. – rozentuzjazmowany
Dzik, unosząc sugestywnie brwi, obracał w
palcach mały, czarny cud elektroniki.
Kilka dni później.
Majka z wytrwałością mistrza świata
wyczesywała swojego totalnie niesubordynowanego kota. Pokój wyglądał jakby
spotkał się z tsunami, trąbą powietrzną i trzęsieniem ziemi jednocześnie. To znaczy przez większość
czasu tak wyglądał, ale tym razem było dużo gorzej, bo przez 15 minut
dziewczyna zawzięcie goniła za swoim aroganckim pupilem. Dysząc i sapiąc pozbawiała
go zbędnego owłosienia. Towarzyszyła temu symfonia parsknięć,
fuknięć i warknięć czarnego kociska.
-I co
Szparag? Było się tak szarpać?
Kocur
w odpowiedzi popatrzył na nią z oburzeniem, zamruczał pod nosem i odwrócił łepek obrażony.
Nagle z jakiegoś kąta pokoju zaczął dobiegać
dzwonek telefonu. Maja przestała „znęcać” się
nad kotem i zanurkowała w poszukiwaniu komórki.
Szparag
odzyskawszy wolność, zaczął „drzeć”
się wniebogłosy,
ogłaszając wszem i
wobec jaka jawna niesprawiedliwość
go spotkała. Ignorując
niezadowolenie pupila, brunetka wyciągnęła telefon spod sterty koców, prześcieradeł, kołder itp.
Wyświetlacz twierdził, że dzwoniła Julka. Dla pewności dziewczyna postanowiła odebrać
-Czego chcesz
gadzino?
-Eee... Cześć? – męski
głos zbił ją z pantałyku,
ale tylko na chwilę. -Tu Bartek,
nie wiem, czy mnie pamiętasz?
"Ładne
imię, nie
pamiętam,
nabroiłam?!?!", przeszło
dziewczynie przez myśl.
-Ahaaa... mów
dalej.
-Mecz,
zjawisko, kwiatki?
-A
tak! Cymbał, pamiętam!
-? –
niewypowiedziane pytanie „wisiało” w powietrzu.
-Nieważne, czego chcesz?
-Cóż, nie wiem
czy się zorientowałaś, ale dzwonię z telefonu Twojej koleżanki…
-Niekoniecznie,
jak znam Julkę to mogła Cię zaciągnąć do swojej pieczary, bo ma franca więcej szczęścia
niż rozumu, ale…
- nastąpiła chwila
ciszy. – Dlaczego masz telefon Wąskiego?
– zapytała podejrzliwie Majka, orientując
się w sytuacji.
-Co? Przecież Wąski
ma swój telefon przy sobie. – odparł pewnie Bartek.
-No właśnie nie, skoro Ty do mnie dzwonisz, a
nie ona.
-Co? –
rozmówca dziewczyny był wyraźnie
zdezorientowany.
-Mówię przecież,
że dzwonisz do
mnie z telefonu Julki, dlatego Twoja sugestia, że
ona ma swojego koma przy sobie jest nietrafiona. – wyjaśniła zniecierpliwiona brunetka.
-Aaa, dobra.
Zgubiła telefon…
-Ha, zawsze
wiedziałam, że jest zakręcona jak chiński termos.
-Yhym, chcę go zwrócić, jak mogę
to zrobić?
-Nooo, to
chyba oczywiste. Zadzwoń do niej. –
zaśmiała się Majka, po czym nie czekając na odpowiedź rozłączyła
się.
W mgnieniu
oka ubrała kurtkę i buty i
pognała do domu przyjaciółki.
***
Bartek
chwilę trwał w
szoku po tej dziwnej rozmowie i chyba myślał.
Przynajmniej takie wrażenie sprawiał
dla kumpli zebranych w szatni, którzy brali prysznic po skończonym treningu na siłowni.
-I co? – z
rozmyślań wyrwał go głos Dzika.
-Nic.
-Jak to nic?
-No tak po
prostu. Ta Majka kazała mi zadzwonić
do tej Julki.
-Wiedziałem, że ta dziewczyna jest jakaś dziwna. – mruknął pod nosem Pit.
-Przynajmniej
nie jest nudno. – odparł Zbigniew, wycierając
łepetynę ręcznikiem.
-Mniejsza z
tym, co dalej? – chciał wiedzieć
Michał K.
-Poszukamy
innego źródła
informacji. – i zaczęło się przeczesywanie listy kontaktów w
telefonie.
***
W
południe rozległ się dzwonek w
domu Miśkiewiczów. A
potem natarczywe pukanie. Ktoś
ewidentnie dobijał się do drzwi.
Zaspana Julka poczłapała zobaczyć
kto. Ledwo uchyliła drzwi, a do środka
jak petarda wpadła Majka, rzucając
swoje rzeczy na najbliższy wieszak.
-Ty bucu nieoskrobany,
dlaczego nie otwierasz?
-Eeee...
spałam? – zszokowana czerwonowłosa nie wiedziała, dlaczego została tak
bezczelnie powitana i to we własnym domu.
-Gdzie? I z
kim?
-No
u siebie debilu, a gdzie? I nie rozśmieszaj mnie, dobrze wiesz,
że sama.
Dziewczyny
usiadły przy stole w kuchni, a Julka zaczęła
się zastanawiać:
-Kurczę, od kilku dni szukam telefonu, ale on
gdzieś bezczelnie
wsiąkł i nie chce
się znaleźć. Dziwne.
-Dziwne. –
przytaknęła Maja,
wybuchając śmiechem.
Jula, która
nie lubiła, gdy ktoś się śmiał,
a ona nie wiedziała o co chodzi, warknęła
oburzona:
-I czego rżysz głupku?
Jej
przyjaciółka, starając się tłumić
narastający w niej
gejzer śmiechu, wystękała:
-Twój telefon
dzwonił do mnie jakieś 40 minut
temu.
Oczy
czerwonowłosej powiększyły się kilkakrotnie. Wraz z ustami złożonymi w dzióbek, stanowiły obraz nader
ciekawy, dlatego Majka nie wytrzymała napięcia
i zaczęła dziko
rechotać. A
gospodyni, kiedy przetrawiła sens słów koleżanki,
podbiegła do niej i zaczęła nią potrząsać:
-Jak to
dzwonił? Co mówił? Nic mu nie jest? Gdzie jest?
Brunetka
momentalnie się wyprostowała,
opanowała, zerknęła na Julię zdezorientowanym wzrokiem i zapytała:
-A o kim
mówimy?
-No o moim
telefonie!
Madejska nie miała wyjścia i streściła przyjaciółce swą rozmowę z jej komórką, która przedstawiła się jako Kran, Cymbał tudzież Zjawisko i po chwili obie
zaczęły się śmiać.
-Także
spodziewaj się telefonu. – wydukała Majka,
sapiąc ciężko i trzymając się za brzuch.
-Taaa, ciekawe na jaki numer? – zapytała sceptycznie
Julka, próbując złapać oddech.
-O w dupę, o tym nie pomyślałam. – dziewczyna strzeliła się w czoło ręką. – Wiem, na domowy!
-Mhm, tylko nie mam go w kontaktach. – zapadła
cisza, podczas której obie kombinowały co dalej.
-Dobra, wymyśliłam! – wykrzyknęła Miśkiewicz.
– Masz kasę na koncie?
-A jak myślisz? – Maja ironicznie się uśmiechnęła.
-Racja. W takim
razie potrzebuję sprzętu, który zapewni mi
kontakt z moim telefonem.
-SMS z bramki?
-Błyszczysz
inteligencją jak zwykle.
-Wiem. – szczerz
brunetki był tak zabawny, że wywołał uśmiech na twarzy jej przyjaciółki.
Po kilku minutach znalazły się w pokoju Tobiasza, gdzie
Julka bez zbędnych zahamowań rozsiadła się przed komputerem, zrzucając z krzesła Tostera. Kot
syknął wściekle – po tym można było poznać, że jest spokrewniony ze Szparagiem – i położył się na łóżku. Panna Madejska
spojrzała na pupila kumpeli i zapytała:
-A tak właściwie to coś Ty mu zrobiła?
-Ja?
-No, a co duch święty?
-Tobiasz go
ostatnio czesał. – Julia wzruszyła ramionami.
-Aaaa, dlatego
wydaje się, że schudł.
-Możliwe.
-Jak długo ten rzęch się będzie włączał? – Majka ze zniecierpliwieniem uderzyła ręką w „skrzynkę” komputera.
-Spokojnie, wiesz, że on jest taki jak mój brat.
-Wiem. – brunetka wywróciła
oczyma i ze znudzeniem spojrzała za okno.
Kilka minut później, gdy komputer postanowił się łaskawie włączyć i nawet z przyzwoitą
prędkością działać,
wysłały SMSa na numer Julki.
-To pozostaje czekać na telefon.
-Mhm, ale wiesz, wydaje
mi się, że
równie dobrze mogłaś podać
swój adres i byłoby po sprawie. – rezolutnie mruknęła Maja, rozkładając
się na łóżku
Tobiasza.
-Teraz mi to mówisz?!
***
Telefon leżący na ławce zawibrował, dając tym samym znać, że czegoś
chce. Dzik jak zawsze żądny wiedzy, pochwycił go z prędkością światła
i nie zastanawiając się,
otworzył wiadomość. Wokół niego zebrało się kilku kolegów równie zaintrygowanych sytuacją.
-Ej, Siurak, przysłały Ci
numer, pod który masz zadzwonić.
– wydarł się na całą
salę Michał.
Wspomniany przez niego
jegomość, wyrwał mu komórkę i ignorując
zbiorowy chichot pozostałych kadrowiczów, oddalił się w ustronne miejsce by zatelefonować.
***
Po domu rozniósł się dźwięk telefonu. Julka podskoczyła jak oparzona i
pobiegła do przedpokoju, za nią
dreptała równie podekscytowana Majka. Dziewczyny rzuciły się na słuchawkę i
spojrzały na wyświetlacz, który wskazywał, że dzwoni Julia.
-I co teraz? – wyszeptała
czerwonowłosa, patrząc z przerażeniem na przyjaciółkę.
-No odbierz.
-Jak wyglądam? – na to pytanie brunetka przewróciła oczami.
-Debilu i tak Cię nie widzi, więc
się nie masz co martwić.
-Dobra. – głęboki wdech, naciśnięcie zielonej słuchawki na klawiaturze i:
-Słucham.
„A mnie tak ładnie nigdy nie wita.”,
pomyślała z ironią Maja, obserwując
jak jej koleżanka drepta po pokoju, kręcąc
włosy na palec i wesoło trajkota do mikrofonu. Westchnęła ciężko
i rozsiadła się na podłodze, czekając aż
całe przedstawienie dobiegnie końca.
Jakiś czas później,
z rozmyślań
wyrwał ją trzask i dziki chichot. Otworzyła
oczy i spojrzała na źródło hałasu, którym okazała się Julka, która podczas robienia piruetu zaliczyła
glebę. Teraz siedziała na podłodze i śmiała się
niewiadomo z czego.
-I z czego się cieszysz, debilu? – z rozbawieniem na twarzy Maja
przyglądała się
przyjaciółce.
-Z radości. Cieszę
się z radości.
– Julia wybuchła jeszcze głośniejszym
śmiechem, prawie że turlając
się po podłodze, po chwili dołączyła do niej brunetka.
mistrzyni
OdpowiedzUsuńTo jest świetne!! Pisane lekko i z humorem. Sytuacje odrobinę wyolbrzymione ale mi się to bardzo podoba!
OdpowiedzUsuń