Chyba to co najważniejsze? ;)

Jak na razie najważniejszą rzeczą jest to, że blog ten powstał w dniu 7.08.2012r. o godzinie 20:20.

Mała sprawa organizacyjna:
Informacje na temat nowych odcinków dostępne będą tylko przez gadu, więc wdzięczna bym była gdyby zainteresowane osoby w komentarzach podały swoje numery albo skrobnęły na: 43060613. :)

Ach, no i miło by było gdybyście, po przeczytaniu zostawili jakiś ślad po sobie - konstruktywna krytyka dobrze wpływa na pisanie opowiadań. :)

18 listopada 2012

Odcinek 6) "Jak mnie coś rąbnie to krzycz."



            Gwar na hali był niesamowity, mimo że dzisiaj nikt nie grał żadnego meczu. Pełno rozwrzeszczanych małolatów biegało za swymi idolami, próbując wysępić autograf, zdjęcie lub jakiś drobiazg, świadczący o przykuciu, choć na moment uwagi uwielbianego osobnika. Te bardziej fanatycznie usposobione fanki, widziały w tym event’cie szansę na zdobycie kilku kropel krwi bądź paru włosów do swych domowych ołtarzyków.

Taką o to sytuację zastały trzy dziewczyny, wchodząc na trybuny.
-Czyżby już po treningu? – zapytał blondynka nerwowo wyginając palce.
-Co Ty, jesteśmy przed czasem. – ze wzruszeniem ramion odparła brunetka, kierując się przy tym na najbliższe wolne miejsce. – Zaraz się zacznie. – dodała, gdy wszyscy powoli zaczęli wracać na swoje miejsca, umożliwiając tym samym siatkarzom przystąpienie do rozgrzewki.
Szatynka, będąca kiedyś czerwonowłosą – chwała zmywalności płukanek do włosów -, widząc że co poniektórzy sięgali już po piłki, skurczyła ramiona i wlokąc się za przyjaciółką, wymamrotała:
-Jak mnie coś rąbnie to krzycz. – wzdrygając się przy tym na wspomnienie o swym ostatnim kontakcie z piłką.

Usadowiły się wygodnie i każda pogrążona we własnych myślach, próbowała przetrwać te 1,5 godziny, które dzieliły je od faktycznego celu przybycia.

Lena wodziła wzrokiem za pewnym środkowym, by od czasu do czasu spojrzeć na trybuny, szukając tej „tak jakby dziewczyny” – zżerała ją i ciekawość i zazdrość, choć jak przyznała w duchu, to drugie nie miało uzasadnienia. Przecież nawet go dobrze nie poznała, bo jej ukochane przyjaciółki, jakimś magicznym sposobem, mówiąc ogólnie, zraziły go do siebie i teraz uciekał za każdym razem jak je tylko zniuchał. Westchnęła zrezygnowana i podpierając rękami brodę, powróciła do przyglądania się Piterowi.

Natomiast Julka „spłynęła” po krzesełku najniżej jak tylko pozwalał jej kręgosłup i obserwowała sytuację na boisku. Zawsze gdy usłyszała świst, przecinającej powietrze piłki lub jej huknięcie o bandę czy w parkiet, podskakiwała nerwowo, chowając głowę w kolanach. Wiedziała, że wygląda przekomicznie, ale nie mogła nic na to poradzić – doznała traumy i wiedziała, że jej życie nie będzie już nigdy takie samo. Zdawała też sobie sprawę, że jest w tym wszystkim śmieszna i strasznie przesadza, ale fun tej grupie był zdecydowanie potrzebny: Lenka chodziła z głową w chmurach, by po chwili spaść na ziemię i się dołować, a ta druga – cóż, jej zawsze było mało fun’u.

Majka, mając głęboko w poważaniu to co działo się dokoła, bazgrała w zeszycie kolejny „częstochowski” wiersz, by za chwilę namalować jedno ze swych serduszkowych arcydzieł. Tak naprawdę była tu tylko dla towarzystwa i moralnego wsparcia, gdy jej koleżanki będą robić z siebie kretynki – bo że się wygłupią, było więcej niż pewne. A w myśl ich żelaznej zasady jak się wkopać to razem, nie mogło jej tu zabraknąć, zresztą miałaby stracić darmowy ubaw? No way. Kątem oka zerknęła na swe towarzyszki: jedna podskakiwała na krzesełku jak piłka pingpongowa, a druga z upartością godną porządnego osła, gapiła się na Nowakowskiego, jakby próbując sprawić by na nią spojrzał. Wzruszyła ramionami z myślą: „Zapowiada się niezły show” i powróciła do pisania.

Półtorej godziny później.

            Grupka siatkarzy stała przy krzesełkach, popijając wodę i śmiejąc się z Nowakowskiego, który był molestowany przez swoją „niby dziewczynę”.
-No to jeszcze tych tu brakowało, do kompletu. – zachichotał błazeńsko Bartman, wskazując przy tym palcem na pobliskie trybuny.

Jako jeden z wielu, spojrzał na szczyt schodów i ujrzał ją, zbiegała radośnie, uśmiechając się do wszystkich. Do niego też. Stał zamurowany, patrząc baranim, a wręcz maślanym wzrokiem na osóbkę mącącą mu sny od czasu ich ostatniej wymiany zdań w parku. Zbliżała się do niego, krzycząc przy tym donośnie:
-Chomik!
Patrzył na nią nieprzytomnie z głupawym uśmieszkiem na mordce, jakby nie słysząc szyderczych śmiechów kumpli.
-Chomik…? –  stanęła przed nim, z pytająco uniesioną brwią. Gdy nie uzyskała żadnej odpowiedzi, pomachała mu dłonią przed twarzą.
-Chomik, ślinisz się. – stwierdziła, pstrykając palcami przed kubiakowym nosem, na co głowa chłopaka odskoczyła do tyłu.
-Co? – zapytał lekko zachrypiałym głosem.
-No ślinisz się. – zaśmiała się wesoło brunetka, miała coś dodać, gdy usłyszała:
-Majka, ciole, coś tak do przodu wyrwała?! – Lena i Julka jak szalone zbiegały po schodach, a Madejska tylko czekała aż któraś wywinie orła i pięknie sturla się na dół.
Niestety przyjaciółki ją zawiodły, na co mina jej zrzedła, jednak gdy szatynka - potykając się o porzuconą przez któregoś zawodnika torbę - wpadła z impetem na Jarosza, wywalając przy tym i jego i siebie, znowu się szeroko uśmiechnęła.

„Cholera, a byłam już tak blisko od niezrobienia z siebie debila”, pomyślała Julka, czując jak upada z Rudym na parkiet. Zanim jednak zdążyła się odezwać z przeprosinami, jakieś wielkie ręce podniosły ją do góry, a sekundęźniej stała już na własnych nogach. Uniosła głowę, tylko po to by ujrzeć uchachraną mordencję Bartmana, który zaraz zabrał się za pomaganie w powstaniu Kuby.
-Yyyy, sorry, miss gracji jak widać nie jestem. – palnęła w stronę atakującego, próbując się jeszcze bardziej nie zaczerwienić.
-Spoko, zdarza się. – bąknął równie rumiany na twarzy Jarosz, masując sobie obolały dół pleców.
Uznając sprawę za zakończoną, rozejrzała się i nie widząc w pobliżu swego źródła informacji, zapytała:
-Gdzie jest Kurek?
-A co, my Ci nie wystarczymy? – odparł Zibi, obejmując dziewczynę ramieniem, przy tym sugestywnie unosząc brwi.
-A mama Cię nie nauczyła, że nie odpowiada się pytaniem na pytanie? – słodko zaświergotała mu szatynka, uciekając spod ciężkiego łapska.
-Pewnie uczyła, ale również pewne jest to, że nie uważałem w tym czasie.
-Twój błąd. – wytknęła język w jego stronę.

-Ej, znalazłem Kurka, ale za cholerę nie wiem co on wyprawia. – zapomniany przez wszystkich Kubiak dał znów o sobie znać, wskazując palcem przed siebie – kilka par oczu powędrowało w tym samym kierunku.

Bartek, czając się przy bandach po drugiej stronie boiska, podskakiwał i machał rękami, jakby z podekscytowaniem. Oczywiście próbował zwrócić na siebie uwagę trzech wariatek, odkąd tylko je zobaczył na parkiecie, ale żadna nie raczyła na niego spojrzeć. Dopiero kiedy Dziku wytknął go palcem, raczyły popatrzeć. Wiedział też, że jego zachowanie może budzić zdziwienie, a nawet strach – bo właśnie to ujrzał w oczach Anastasiego, który wyglądał jakby chciał go wysłać na konsultację psychiatryczną, co skutkowałoby utratą fundamentalnego przyjmującego.
Nie było to jednak ważne, gdy w końcu Julka pojęła o co mu chodzi, kierując spojrzenie w miejsce, które nieudolnie próbował wskazać.
W miejscu tym, znaczy parę metrów dalej, przy bandach, tkwił Nowakowski z założonymi rękami i znudzoną miną, wysłuchując bezmyślnej paplaniny płynącej z ust pewnej panny, odzianej w oczojebnoróżową podkoszulkę, super ciasne jeansy i tak wysokie obcasy, że aż dziwiło jak może się w nich przemieszczać. Dziewczyna cały czas chichotała z tego co powiedziała, zarzucała włosy do tyłu i raz po raz dotykała środkowego to w ramię, to w klatkę piersiową.

-Zaraz rzygnę. – wymamrotał Zibi, krzywiąc się niemiłosiernie na ten obrazek. A zniesmaczona Julka pokiwała głową, na znak że się z nim zgadza.
-Słodka idiotka. – Majka dokonała tym stwierdzeniem oceny wroga – Pójdzie łatwiej niż nam się wydawało. – wyszczerzyła się do Leny, która ze zmartwieniem przyglądała się scenie.
 -No właśnie, więc działajmy. – klasnęła w dłonie Julia, wymieniając diaboliczne uśmieszki z brunetką, po czym kiwnęła głową w stronę Bartosza, który chcąc nie chcąc, musiał im pomóc.

Przyjmujący podszedł więc do środkowego i klepiąc go w ramię, wypalił:
-Stary, sorry, że przeszkadzam, ale jest sprawa. – i dziewczyna i Piter, spoglądali na niego wyczekująco. – Ekhm, na osobności? – dodał Bartek, wymownie popatrzył na nowakowską towarzyszkę.
-Jasne, jasne. – uradowany blondyn, pożegnał się z koleżanką i podążył za Kurkiem w stronę szatni.
Gdy tylko znaleźli się poza zasięgiem gumowych uszu współtowarzyszy boiskowych, Piotrek oparł się o ścianę i z wyrazem ulgi na twarzy, podziękował za uratowanie go z opresji.
-Spoko. – nonszalancko odparł Kuraś, by po chwili wpleść trochę intrygi – Ale, coś za coś.
Środkowy spojrzał na niego, unosząc brew, dając tym samym do zrozumienia, żeby kontynuował.
-Jest taka jedna dziewczyna, która ma bardzo fajną koleżankę. – jak zwykle Bartosz nie potrafił się wysłowić tak jak trzeba – I byłbym bardzo wdzięczny, gdybyś się zgodził gdzieś ją zabrać.
-A sam nie możesz tego zrobić?
-Eee, ekhm, eee… - „Myśl Bartek, myśl” – Ja bardziej jestem zainteresowany tą dziewczyną, niż jej koleżanką.
-Bez sensu gadasz. – zaśmiał się Nowakowski.
-Wiem, ale eee… zapunktuję jak jej koleżanka ruszy się z domu. – wyszczerzył się Kurek.
-Coś kręcisz, ale niech Ci będzie. – Piotrek machnął od niechcenia ręką i ruszył do szatni, by wziąć prysznic.

Natomiast przyjmujący z zacieszem na twarzy, wrócił na boisko, wrzeszcząc:
-Misja zakończona! – słysząc ten okrzyk, wszyscy wtajemniczeni: Julka, Majka i Lena odtańczyły taniec radości, Kubiak doszedł do wniosku, że to byłoby poniżej jego godności.