Chyba to co najważniejsze? ;)

Jak na razie najważniejszą rzeczą jest to, że blog ten powstał w dniu 7.08.2012r. o godzinie 20:20.

Mała sprawa organizacyjna:
Informacje na temat nowych odcinków dostępne będą tylko przez gadu, więc wdzięczna bym była gdyby zainteresowane osoby w komentarzach podały swoje numery albo skrobnęły na: 43060613. :)

Ach, no i miło by było gdybyście, po przeczytaniu zostawili jakiś ślad po sobie - konstruktywna krytyka dobrze wpływa na pisanie opowiadań. :)

29 września 2012

Odcinek 4) „Cieszę się z radości”

(kontynuacja poprzedniego odcinka)


-Ale o co chodzi? – ochrzczony mianem Kranu osobnik odezwał się, patrząc przy tym niewyraźnie na trzy osóbki, stojące przed nim.
W Julkę jakby piorun strzelił – z paniką w oczach rzuciła w niego piłkę i pomknęła ile sił w nogach w stronę wyjścia, taranując przy okazji każdego kto stanął na jej drodze. Zatrzymała się dopiero przy samochodzie, opierając się o maskę, próbowała wyrównać oddech, klepiąc się po policzkach. Dopiero, gdy zaczęła ją trząść z zimna, zorientowała się, że nie wzięła z szatni kurtki.
Tymczasem uczestnicy kółka zainteresowań, zebrani po dwóch stronach barierek, nieco zszokowani patrzyli w ślad za uciekinierką.
-Cóż, Julka tak ma. – Maja wzruszyła ramionami, lekceważąco. – A teraz do rzeczy, czy Pit dostał kwiatki? – wyczekująco spojrzała na męską część zgromadzenia.
-To od Ciebie były te badyle? – z niedowierzaniem odparł Zbigniew.
-Te! Tylko nie badyle, badyl jest tylko jeden. – wykrzyknęła brunetka, mrużąc oczy ze złością.
-Nie nakręcaj się. – szepnęła Lena, łapiąc przy tym przyjaciółkę za ramię. – My, powinnyśmy już się pożegnać…. – zaczęła jeszcze, ale oczywiście Badyl nie byłaby sobą, gdyby nie wtrąciła:
-No jak chcesz się żegnać, jak jeszcze Cichego nie poznałaś? – szczerzyła się przy tym niemiłosiernie, na co blondynce spąsowiały policzki.
-Nie musisz rozgłaszać tego wszem i wobec…. – odparła Majewska, rozpoczynając tym samym dyskusję z przyjaciółką i całkowicie zapominając o obecności czterech siatkarzy, którzy przyglądali się im z nieukrywaną fascynacją. Zanim którykolwiek z nich zdążył coś wtrącić czy w jakikolwiek inny sposób zareagować dwie dziewczyny już były w drodze do wyjścia, żywo rozmawiając i przy tym gestykulując.
-To chyba się nie dowiem o co chodzi…. – bardziej stwierdził niż zapytał Bartek.
-No, ale widzisz zostawiły po sobie ślad. – z szerokim uśmiech odparł Zbigniew, wskazując na czoło kumpla.
-Ale, że co? – marszcząc brwi przyjmujący, zaczął obmacywać sobie trzewioczaszkę w poszukiwaniu jakichś niedoskonałości i w końcu na coś natrafił. – O w mordę, nabiła mi guza! – stwierdził z przerażeniem.
-Masz przynajmniej pamiątkę. – parsknął Ignaczak, próbując się nie roześmiać.
-Któraś jeszcze zostawiła telefon. – rozentuzjazmowany Dzik, unosząc sugestywnie brwi, obracał w palcach mały, czarny cud elektroniki.

                                                                      
Kilka dni później.


            Majka z wytrwałością mistrza świata wyczesywała swojego totalnie niesubordynowanego kota. Pokój wyglądał jakby spotkał się z tsunami, trąbą powietrzną i trzęsieniem ziemi jednocześnie. To znaczy przez większość czasu tak wyglądał, ale tym razem było dużo gorzej, bo przez 15 minut dziewczyna zawzięcie goniła za swoim aroganckim pupilem. Dysząc i sapiąc pozbawiała go zbędnego owłosienia. Towarzyszyła temu symfonia parsknięć, fuknięć i warknięć czarnego kociska.
-I co Szparag? Było się tak szarpać?
Kocur w odpowiedzi popatrzył na nią z oburzeniem, zamruczał pod nosem i odwrócił łepek obrażony. Nagle z jakiegoś kąta pokoju zaczął dobiegać dzwonek telefonu. Maja przestała „znęcać” się nad kotem i zanurkowała w poszukiwaniu komórki.
Szparag odzyskawszy wolność, zaczął „drzeć” się wniebogłosy, ogłaszając wszem i wobec jaka jawna niesprawiedliwość go spotkała. Ignorując niezadowolenie pupila, brunetka wyciągnęła telefon spod sterty koców, prześcieradeł, kołder itp.
Wyświetlacz twierdził, że dzwoniła Julka. Dla pewności dziewczyna postanowiła odebrać
-Czego chcesz gadzino?
-Eee... Cześć? – męski głos zbił ją z pantałyku, ale tylko na chwilę. -Tu Bartek, nie wiem, czy mnie pamiętasz?
"Ładne imię, nie pamiętam, nabroiłam?!?!", przeszło dziewczynie przez myśl.
-Ahaaa... mów dalej.
-Mecz, zjawisko, kwiatki?
-A tak! Cymbał, pamiętam!
-? – niewypowiedziane pytanie „wisiało” w powietrzu.
-Nieważne, czego chcesz?
-Cóż, nie wiem czy się zorientowałaś, ale dzwonię z telefonu Twojej koleżanki…
-Niekoniecznie, jak znam Julkę to mogła Cię zaciągnąć do swojej pieczary, bo ma franca więcej szczęścia niż rozumu, ale… - nastąpiła chwila ciszy. – Dlaczego masz telefon Wąskiego? – zapytała podejrzliwie Majka, orientując się w sytuacji.
-Co? Przecież Wąski ma swój telefon przy sobie. – odparł pewnie Bartek.
-No właśnie nie, skoro Ty do mnie dzwonisz, a nie ona.
-Co? – rozmówca dziewczyny był wyraźnie zdezorientowany.
-Mówię przecież, że dzwonisz do mnie z telefonu Julki, dlatego Twoja sugestia, że ona ma swojego koma przy sobie jest nietrafiona. – wyjaśniła zniecierpliwiona brunetka.
-Aaa, dobra. Zgubiła telefon…
-Ha, zawsze wiedziałam, że jest zakręcona jak chiński termos.
-Yhym, chcę go zwrócić, jak mogę to zrobić?
-Nooo, to chyba oczywiste. Zadzwoń do niej. – zaśmiała się Majka, po czym nie czekając na odpowiedź rozłączyła się.
W mgnieniu oka ubrała kurtkę i buty i pognała do domu przyjaciółki.

                                                                                   ***

Bartek chwilę trwał w szoku po tej dziwnej rozmowie i chyba myślał. Przynajmniej takie wrażenie sprawiał dla kumpli zebranych w szatni, którzy brali prysznic po skończonym treningu na siłowni.
-I co? – z rozmyślań wyrwał go głos Dzika.
-Nic.
-Jak to nic?
-No tak po prostu. Ta Majka kazała mi zadzwonić do tej Julki.
-Wiedziałem, że ta dziewczyna jest jakaś dziwna. – mruknął pod nosem Pit.
-Przynajmniej nie jest nudno. – odparł Zbigniew, wycierając łepetynę ręcznikiem.
-Mniejsza z tym, co dalej? – chciał wiedzieć Michał K.
-Poszukamy innego źródła informacji. – i zaczęło się przeczesywanie listy kontaktów w telefonie.

                                                                                   ***

W południe rozległ się dzwonek w domu Miśkiewiczów. A potem natarczywe pukanie. Ktoś ewidentnie dobijał się do drzwi. Zaspana Julka poczłapała zobaczyć kto. Ledwo uchyliła drzwi, a do środka jak petarda wpadła Majka, rzucając swoje rzeczy na najbliższy wieszak.
-Ty bucu nieoskrobany, dlaczego nie otwierasz?
-Eeee... spałam? – zszokowana czerwonowłosa nie wiedziała, dlaczego została tak bezczelnie powitana i to we własnym domu.
-Gdzie? I z kim?
-No u siebie debilu, a gdzie? I nie rozśmieszaj mnie, dobrze wiesz, że sama.
Dziewczyny usiadły przy stole w kuchni, a Julka zaczęła się zastanawiać:
-Kurczę, od kilku dni szukam telefonu, ale on gdzieś bezczelnie wsiąkł i nie chce się znaleźć. Dziwne.
-Dziwne. – przytaknęła Maja, wybuchając śmiechem.
Jula, która nie lubiła, gdy ktoś się śmiał, a ona nie wiedziała o co chodzi, warknęła oburzona:
-I czego rżysz głupku?
Jej przyjaciółka, starając się tłumić narastający w niej gejzer śmiechu, wystękała:
-Twój telefon dzwonił do mnie jakieś 40 minut temu.
Oczy czerwonowłosej powiększyły się kilkakrotnie. Wraz z ustami złożonymi w dzióbek, stanowiły obraz nader ciekawy, dlatego Majka nie wytrzymała napięcia i zaczęła dziko rechotać. A gospodyni, kiedy przetrawiła sens słów koleżanki, podbiegła do niej i zaczęła nią potrząsać:
-Jak to dzwonił? Co mówił? Nic mu nie jest? Gdzie jest? 
Brunetka momentalnie się wyprostowała, opanowała, zerknęła na Julię zdezorientowanym wzrokiem i zapytała:
-A o kim mówimy?
-No o moim telefonie!
Madejska nie miała wyjścia i streściła przyjaciółce swą rozmowę z jej komórką, która przedstawiła się jako Kran, Cymbał tudzież Zjawisko i po chwili obie zaczęły się śmiać.
-Także spodziewaj się telefonu. – wydukała Majka, sapiąc ciężko i trzymając się za brzuch.
-Taaa, ciekawe na jaki numer? – zapytała sceptycznie Julka, próbując złapać oddech.
-O w dupę, o tym nie pomyślałam. – dziewczyna strzeliła się w czoło ręką. – Wiem, na domowy!
-Mhm, tylko nie mam go w kontaktach. – zapadła cisza, podczas której obie kombinowały co dalej.
-Dobra, wymyśliłam! – wykrzyknęła Miśkiewicz. – Masz kasę na koncie?
-A jak myślisz? – Maja ironicznie się uśmiechnęła.
-Racja. W takim razie potrzebuję sprzętu, który zapewni mi kontakt z moim telefonem.
-SMS z bramki?
-Błyszczysz inteligencją jak zwykle.
-Wiem. – szczerz brunetki był tak zabawny, że wywołał uśmiech na twarzy jej przyjaciółki.
Po kilku minutach znalazły się w pokoju Tobiasza, gdzie Julka bez zbędnych zahamowań rozsiadła się przed komputerem, zrzucając z krzesła Tostera. Kot syknął wściekle – po tym można było poznać, że jest spokrewniony ze Szparagiem – i położył się na łóżku. Panna Madejska spojrzała na pupila kumpeli i zapytała:
-A tak właściwie to coś Ty mu zrobiła?
-Ja?
-No, a co duch święty?
-Tobiasz go ostatnio czesał. – Julia wzruszyła ramionami.
-Aaaa, dlatego wydaje się, że schudł.
-Możliwe.
-Jak długo ten rzęch się będzie włączał? – Majka ze zniecierpliwieniem uderzyła ręką w „skrzynkę” komputera.
-Spokojnie, wiesz, że on jest taki jak mój brat.
-Wiem. – brunetka wywróciła oczyma i ze znudzeniem spojrzała za okno.
Kilka minut później, gdy komputer postanowił się łaskawie włączyć i nawet z przyzwoitą prędkością działać, wysłały SMSa na numer Julki.
-To pozostaje czekać na telefon.
-Mhm, ale wiesz, wydaje mi się, że równie dobrze mogłaś podać swój adres i byłoby po sprawie. – rezolutnie mruknęła Maja, rozkładając się na łóżku Tobiasza.
-Teraz mi to mówisz?!

                                                                                   ***

Telefon leżący na ławce zawibrował, dając tym samym znać, że czegoś chce. Dzik jak zawsze żądny wiedzy, pochwycił go z prędkością światła i nie zastanawiając się, otworzył wiadomość. Wokół niego zebrało się kilku kolegów równie zaintrygowanych sytuacją.
-Ej, Siurak, przysłały Ci numer, pod który masz zadzwonić. – wydarł się na całą salę Michał.
Wspomniany przez niego jegomość, wyrwał mu komórkę i ignorując zbiorowy chichot pozostałych kadrowiczów, oddalił się w ustronne miejsce by zatelefonować.

                                                                                   ***

Po domu rozniósł się dźwięk telefonu. Julka podskoczyła jak oparzona i pobiegła do przedpokoju, za nią dreptała równie podekscytowana Majka. Dziewczyny rzuciły się na słuchawkę i spojrzały na wyświetlacz, który wskazywał, że dzwoni Julia.
-I co teraz? – wyszeptała czerwonowłosa, patrząc z przerażeniem na przyjaciółkę.
-No odbierz.
-Jak wyglądam? – na to pytanie brunetka przewróciła oczami.
-Debilu i tak Cię nie widzi, więc się nie masz co martwić.
-Dobra. – głęboki wdech, naciśnięcie zielonej słuchawki na klawiaturze i:
-Słucham.
„A mnie tak ładnie nigdy nie wita.”, pomyślała z ironią Maja, obserwując jak jej koleżanka drepta po pokoju, kręcąc włosy na palec i wesoło trajkota do mikrofonu. Westchnęła ciężko i rozsiadła się na podłodze, czekając aż całe przedstawienie dobiegnie końca.
Jakiś czas później, z rozmyślań wyrwał ją trzask i dziki chichot. Otworzyła oczy i spojrzała na źródło hałasu, którym okazała się Julka, która podczas robienia piruetu zaliczyła glebę. Teraz siedziała na podłodze i śmiała się niewiadomo z czego.
-I z czego się cieszysz, debilu? – z rozbawieniem na twarzy Maja przyglądała się przyjaciółce.
-Z radości. Cieszę się z radości. – Julia wybuchła jeszcze głośniejszym śmiechem, prawie że turlając się po podłodze, po chwili dołączyła do niej brunetka.