Chyba to co najważniejsze? ;)

Jak na razie najważniejszą rzeczą jest to, że blog ten powstał w dniu 7.08.2012r. o godzinie 20:20.

Mała sprawa organizacyjna:
Informacje na temat nowych odcinków dostępne będą tylko przez gadu, więc wdzięczna bym była gdyby zainteresowane osoby w komentarzach podały swoje numery albo skrobnęły na: 43060613. :)

Ach, no i miło by było gdybyście, po przeczytaniu zostawili jakiś ślad po sobie - konstruktywna krytyka dobrze wpływa na pisanie opowiadań. :)

28 sierpnia 2012

Odcinek 3) „A co to za zjawisko?”



Tłumy ludzi zmierzały w stronę katowickiego Spodka, zewsząd było słychać głośne okrzyki radości, a od jednostajności kolorów można było dostać oczopląsu. Julka czuła się nie na miejscu, rozglądając się dokoła. Jej dwie rozentuzjazmowane przyjaciółki dyskutowały z ożywieniem na temat nadchodzącego eventu, tzn. Lena nie mogła się doczekać, by pierwszy raz obejrzeć mecz i nie ukrywajmy, sprawdzić czy Cichy Pit – dzięki Ci wujku Google – w rzeczywistości jest tak wysoki jak piszą; natomiast Majka podskakiwała podekscytowana, zastanawiając się czy Nowakowski ją pozna i co najważniejsze, czy przyjął przeprosiny.
Julka głośno westchnęła:
-Jeszcze raz, co ja tutaj robię?
-Wykazujesz resztki patriotyzmu, jaki u Ciebie pozostał, i kibicujesz Reprezentacji Polski w Siatkówce Mężczyzn. – wyrecytowała blondynka.
-A dlaczego wymalowałyście mnie jak clowna? – czerwonowłosa poklepała z obrzydzeniem wymalowany policzek.
-Tak również wyrażasz swój patriotyzm i wsparcie dla drużyny. – odparła brunetka.
-Za jakie grzechy…? - mruknęła sama do siebie i powlokła się za koleżankami.

            Pół godziny później, po „rozpłaszczeniu się”, odbyciu wycieczki krajoznawczej (tj. do toalety), dziewczęta w końcu znalazły swe miejsca, które były całkiem przyzwoite – znaczy, może potu i krwi raczej czuć nie będzie, ale wszystko przyzwoicie widać.
Gdy w końcu po rozgrzewkach, hymnach i wszystkich innych ceregielach związanych z przywitaniem, powitaniem i ugoszczeniem, nastąpiło przedstawienie wyjściowych składów, nastał moment, w którym Julka zaczęła się bać.
-Ej! – szturchnęła Majkę – Po co im te piłki?
-No żeby jakiś szczęśliwiec z publiki mógł pocieszyć mordę z autografów.
-Rzucają nimi w ludzi?
-Nie, grają w golfa. – wywróciła oczami brunetka. – Pewnie, że rzucają w trybuny.
-Jak dostanę w łepetynę to odwdzięczę się tym samym. – mruknęła pod nosem Jula.
-Co Ty, nie masz tyle… - nie zdążyła jednak dokończyć, bo w ułamku sekundy, Wąski spadła z krzesełka powalona siłą uderzenia, a powód całego zamieszania spadł Majce na kolana.
-O kurwa! – wydobyło się z gardła i czerwonowłosej i brunetki.
-Ale miał cela! – wykrzyknęła Lena.
-Ale dostanie wpierdziel! – wydarła się Julka, trzymając się za głowę.
-Ale jazda, mam piłkę! – uradowana Majka, zaczęła podskakiwać i wymachiwać swą zdobyczą.
-To moja piłka. – warknęła Miśkiewicz i wyrwała jej nieszczęsną skórę, która nabiła jej guza – Który to był?
-Kto? – zapytała zdziwiona blondynka.
-Ten co mi przyłożył.
-Eee, ten no…eee… - Lena usilnie próbowała sobie przypomnieć nazwisko, drapiąc się po głowie – Wiem, Kran!
-Hę? – Jula popatrzyła na kumpelę jakby z kosmosu spadła.
-Nie, durna, o Kurka chodzi. – sprostowała informację Maja.
-No, to blisko byłam. I z jednego i z drugiego kapie. – odparła rezolutnie Lena, co wywołało salwę śmiechu obu jej przyjaciółek.

Przez pierwszego seta, z ust Leny można było usłyszeć same: „Och”, „Ach”, „Cudownie”, „Wspaniale” itp. słowa, we wszystkich możliwych odmianach, formach i językach jej znanych. To, że wizualnie podobał jej się Cichy Pit było najbardziej oczywistą rzeczą pod słońcem – cóż, był jednym z tych facetów, na których nie musiałaby patrzeć z góry, a przy jej wzroście – 187 cm – niełatwo o takiego. A skoro mieścił się w tej klasyfikacji, plus to, że miał na koszulce numer, który przynosił jej szczęście i pod względem dobieralności znaków zodiaku, stanowili idealne połączenie – świadczyło zdecydowanie o działaniu przeznaczenia, pchającego ich ku sobie.
W tym samym czasie, Julka ściskała mocno piłkę, marszcząc brwi i kminiąc jakąś perfidną zemstę, na Kurku, zwanym Kranem, a przez nią ochrzczonym Cymbałem. Próbowała go wypatrzeć na boisku, żeby wiedzieć z czym się będzie musiała zmierzyć – do danego osobnika, łatwiej opracować taktykę – jednak nie odrobiła lekcji, i nie potrafiła go znaleźć. Odpowiedź Majki, brzmiąca: „To ten wielki”, na nic się zdała, bo oni wszyscy byli wielcy. Jednak zdążyła sobie wykombinować, że skoro tak czy siak jej przeciwnikiem jest jakiś napakowany dryblas, to najlepszą metodą na niego będzie jej magiczny serwis. Odda mu tę piłkę z nawiązką – może nie miała budowy typowej siatkarki, ale grała trochę w liceum, i teraz na uczelni, a jej zagrywkę nawet chłopakom z akademickiej reprezentacji ciężko było odebrać i zawsze pozostawał po niej dorodny siniak. Dziewczyna uśmiechnęła się cwaniacko pod nosem, a chwilęźniej dała się porwać fali meksykańskiej, a za nią szalonemu dopingowi.
Maja jako zapalony i wierny kibic zdzierała gardło okrzykami bojowymi, próbując dodać skrzydeł drużynie, której krótko mówiąc nie szło najlepiej. Brunetka wszystko musiała skomentować, czasem wrzeszczała przekleństwa w jedynie sobie znanym języku pod adresem siatkarzy. Wszyscy dokoła niej obracali się, by zobaczyć kto tak non stop gada. Teksty jakimi rzucała powinny być motywujące, gdyby ją słyszeli na boisku, a tak komentarze tj.:
-Raz, dwa, no kończ to, Ty łajzo!
-Kto Cię wpuścił na boisko, szmaciarzu?!
-Kurwa, dziecko w przedszkolu by to odbiło!
-A Ty co, czekałeś aż Ci ktoś wyśle zaproszenie do odebrania tej piłki?!
-No po co Ty tam stoisz człowieku?! Płacą Ci za przyjmowanie piłki, a nie za piękne oczy. – pozostawały bez echa.
I tak w kółko, aż do zdobycia przez przeciwników magicznego punktu 25, kończącego pierwszą partię. Majka zrezygnowana opadła na krzesełko.
-Nie znam się na tym, ale to chyba nie jest dobrze, prawda? – niepewnie odezwała się Lena, widząc skwaszoną minę koleżanki.
-No nie jest dobrze, i jak te łajzy nie wezmą się do roboty, to przegrają. – warknęła brunetka.
-Wyluzuj to tylko mecz. Poza tym, kto wie, może chłopaki się rozkręcają? – Julka próbowała pocieszyć przyjaciółkę.
-Taaa, jak się nie rozkręcą, to przyrzekam, jak babcię kocham, zrobię im taką krzywdę, że już nigdy ich życie nie będzie takie samo.
-Eee, nie chcę nawet wiedzieć o co Ci chodzi. – z przerażeniem wymamrotała Lena, skupiając uwagę na powrót na boisku.

Być może groźby Majki podziałały, bo następne trzy sety siatkarze zagrali jak marzenie, wygrywając tym samym cały mecz 3:1. Przyjaciółki z radości zaczęły podskakiwać i drzeć się jak oszalałe. Optymizmu zresztą nie brakowało, najwierniejsi kibice ruszyli w stronę barierek, krzycząc słowa podziękowań i uwielbienia dla zawodników. Dziewczyny również podążyły za tłumem, by później przepchać się na sam przód i poczekać, aż wszystko się uspokoi, a gwiazdy wieczoru wrócą na boisko, by podziękować fanom, rozdać parę autografów i udzielić kilku wywiadów.
Pierwszy ukazał się kapitan zespołu, Możdżon, za którym nieśmiało człapał Cichy Pit – za nimi pojawiali się kolejni, co wywoływało entuzjastyczne reakcje kibiców.
Lena wyglądała jakby miała dostać palpitacji serca, a gdy postać Pitera zamajaczyła w bliskiej od niej odległości, wydała z siebie nieartykułowany dźwięki, który mógł mieć coś wspólnego z piskiem. 
–Szanuj się i nie piszcz jak małolata. – parsknęła Majka, a jej znajomy głos sprawił, że Nowakowski wyczuł u siebie stan przedzawałowy.
Odwrócił się i przez chwilę miał ochotę wrzeszczeć.
Nawet tu go dorwały. Prześladują go. Teraz go zabiją, zgwałcą, poćwiartują i zakopią w ogródku.
-Tititi... – wyrwało się blondynowi.
-Stary, gorzej Ci? – stojący obok niego Bartman spojrzał na kumpla zdziwionym wzrokiem.
-Titititi.... – i wskazał ręką przed siebie.
Zbyszek, Igła i Kubiak podążyli wzrokiem za pitowym palcem.
-A niech to babcine bambosze. – oczy Majki urosły do rozmiaru pięciozłotówek.
-To Ty! To Ty! – wydarł się Bartman, poznając z kim ma do czynienia, powodując tym samym szybką ewakuację Cichego - blondyn desperackim galopem udał się w kierunku szatni.

W tym samym czasie Julka namierzała Cymbała, wytężała wzrok, szukając na koszulkach „szóstki” – na jej szczęście Maja znała wszystkich zawodników po numerach. Nagle wyrosła przed nią wielka postać, szczerząca zęby dookoła, a gdy jego wzrok padł na czerwonowłosą, ta poczuła jak uginają się pod nią kolana. Uczepiła się kurczowo ramienia Majki:
-A co to za zjawisko? - wybąkała tak głośno, że usłyszeli ją wszyscy w pobliżu co najmniej dziesięciu metrów, włącznie z samym zainteresowanym.
Brunetka spojrzała najpierw na kumpelę, a potem na wspomniane „zjawisko” i wybuchła śmiechem:
-To, droga Julio, jest Kran. – nie przestawała chichotać.
-O Ty w mordę kopany. – westchnęła ze zdziwieniem i rozczarowaniem Jula, na co Maja parsknęła śmiechem jeszcze głośniej, sprawiając tym samym, że nie tylko Bartman, Ignaczak, Kubiak i Kurek patrzyli na nie jak na kosmitki, ale i wszyscy wokół.

-No i jak zwykle zrobiłyście z nas pośmiewisko. – naburmuszona Lena, założyła ręce na piersi, mając za złe przyjaciółkom, że przez nie Cichy Pit uciekł.