Tłumy ludzi zmierzały w stronę katowickiego Spodka, zewsząd było słychać głośne okrzyki radości, a od jednostajności kolorów można było dostać oczopląsu. Julka czuła się nie na miejscu, rozglądając się dokoła. Jej dwie
rozentuzjazmowane przyjaciółki dyskutowały z ożywieniem na temat nadchodzącego eventu, tzn. Lena nie
mogła się doczekać, by pierwszy raz obejrzeć mecz i nie ukrywajmy,
sprawdzić czy Cichy Pit – dzięki Ci wujku Google – w
rzeczywistości jest tak wysoki jak piszą; natomiast Majka
podskakiwała podekscytowana, zastanawiając się
czy Nowakowski ją pozna i co najważniejsze, czy przyjął przeprosiny.
Julka
głośno westchnęła:
-Jeszcze
raz, co ja tutaj robię?
-Wykazujesz
resztki patriotyzmu, jaki u Ciebie pozostał, i kibicujesz Reprezentacji Polski
w Siatkówce Mężczyzn. – wyrecytowała
blondynka.
-A
dlaczego wymalowałyście mnie jak clowna? –
czerwonowłosa poklepała z obrzydzeniem wymalowany policzek.
-Tak
również wyrażasz swój patriotyzm i
wsparcie dla drużyny. – odparła brunetka.
-Za
jakie grzechy…? - mruknęła sama do siebie i powlokła
się za koleżankami.
Pół godziny później, po „rozpłaszczeniu się”, odbyciu wycieczki
krajoznawczej (tj. do toalety), dziewczęta w końcu znalazły swe miejsca, które były całkiem
przyzwoite – znaczy, może potu i krwi raczej czuć nie będzie, ale wszystko
przyzwoicie widać.
Gdy
w końcu po rozgrzewkach, hymnach i
wszystkich innych ceregielach związanych z przywitaniem, powitaniem i ugoszczeniem,
nastąpiło przedstawienie wyjściowych składów, nastał
moment, w którym Julka zaczęła
się bać.
-Ej!
– szturchnęła Majkę – Po co im te piłki?
-No
żeby jakiś szczęśliwiec z publiki mógł
pocieszyć mordę z autografów.
-Rzucają nimi w ludzi?
-Nie,
grają w golfa. – wywróciła oczami
brunetka. – Pewnie, że rzucają w trybuny.
-Jak
dostanę w łepetynę to odwdzięczę się tym samym. – mruknęła pod nosem Jula.
-Co
Ty, nie masz tyle… - nie zdążyła
jednak dokończyć, bo w ułamku sekundy, Wąski spadła z krzesełka powalona
siłą uderzenia, a powód całego
zamieszania spadł Majce na kolana.
-O
kurwa! – wydobyło się z gardła i czerwonowłosej i
brunetki.
-Ale
miał cela! – wykrzyknęła Lena.
-Ale
dostanie wpierdziel! – wydarła się Julka, trzymając się
za głowę.
-Ale
jazda, mam piłkę! – uradowana Majka, zaczęła podskakiwać i wymachiwać swą zdobyczą.
-To
moja piłka. – warknęła Miśkiewicz i wyrwała jej nieszczęsną skórę, która nabiła jej guza –
Który to był?
-Kto?
– zapytała zdziwiona blondynka.
-Ten
co mi przyłożył.
-Eee,
ten no…eee… - Lena usilnie próbowała sobie przypomnieć nazwisko, drapiąc się po głowie – Wiem, Kran!
-Hę? – Jula popatrzyła na kumpelę jakby z kosmosu spadła.
-Nie,
durna, o Kurka chodzi. – sprostowała informację Maja.
-No,
to blisko byłam. I z jednego i z drugiego kapie. – odparła rezolutnie Lena, co
wywołało salwę śmiechu obu jej przyjaciółek.
Przez pierwszego seta, z ust Leny można było usłyszeć same: „Och”, „Ach”,
„Cudownie”, „Wspaniale” itp. słowa, we wszystkich możliwych odmianach, formach i językach jej znanych. To, że wizualnie podobał jej się Cichy Pit było najbardziej
oczywistą rzeczą pod słońcem – cóż, był jednym z tych facetów,
na których nie musiałaby patrzeć
z góry, a przy jej wzroście – 187 cm – niełatwo o
takiego. A skoro mieścił się w tej klasyfikacji, plus to,
że miał na koszulce numer,
który przynosił jej szczęście i pod względem dobieralności znaków zodiaku, stanowili
idealne połączenie – świadczyło zdecydowanie o
działaniu przeznaczenia, pchającego
ich ku sobie.
W tym samym czasie, Julka ściskała mocno piłkę, marszcząc brwi i kminiąc jakąś perfidną zemstę, na Kurku, zwanym Kranem, a
przez nią ochrzczonym Cymbałem.
Próbowała go wypatrzeć na boisku, żeby wiedzieć z czym się będzie musiała zmierzyć – do danego osobnika,
łatwiej opracować taktykę – jednak nie odrobiła
lekcji, i nie potrafiła go znaleźć.
Odpowiedź Majki, brzmiąca: „To ten wielki”, na nic
się zdała, bo oni wszyscy byli
wielcy. Jednak zdążyła sobie wykombinować, że skoro tak czy siak jej
przeciwnikiem jest jakiś napakowany dryblas, to
najlepszą metodą na niego będzie jej magiczny serwis.
Odda mu tę piłkę z nawiązką – może nie miała budowy typowej
siatkarki, ale grała trochę w liceum, i teraz na
uczelni, a jej zagrywkę nawet chłopakom z
akademickiej reprezentacji ciężko
było odebrać i zawsze pozostawał po niej
dorodny siniak. Dziewczyna uśmiechnęła się cwaniacko pod nosem, a chwilę później dała się porwać fali meksykańskiej, a za nią szalonemu dopingowi.
Maja jako zapalony i wierny kibic zdzierała gardło
okrzykami bojowymi, próbując dodać skrzydeł drużynie, której krótko mówiąc nie szło najlepiej.
Brunetka wszystko musiała skomentować, czasem wrzeszczała przekleństwa w jedynie sobie znanym języku pod adresem siatkarzy.
Wszyscy dokoła niej obracali się,
by zobaczyć kto tak non stop gada.
Teksty jakimi rzucała powinny być
motywujące, gdyby ją słyszeli na boisku, a tak
komentarze tj.:
-Raz,
dwa, no kończ to, Ty łajzo!
-Kto
Cię wpuścił na boisko, szmaciarzu?!
-Kurwa,
dziecko w przedszkolu by to odbiło!
-A
Ty co, czekałeś aż Ci ktoś wyśle zaproszenie do odebrania
tej piłki?!
-No
po co Ty tam stoisz człowieku?! Płacą Ci za przyjmowanie piłki, a nie za piękne oczy. – pozostawały bez
echa.
I
tak w kółko, aż do zdobycia przez
przeciwników magicznego punktu 25, kończącego
pierwszą partię. Majka zrezygnowana opadła
na krzesełko.
-Nie
znam się na tym, ale to chyba nie
jest dobrze, prawda? – niepewnie odezwała się Lena, widząc skwaszoną minę
koleżanki.
-No
nie jest dobrze, i jak te łajzy nie wezmą się
do roboty, to przegrają. – warknęła brunetka.
-Wyluzuj
to tylko mecz. Poza tym, kto wie, może chłopaki się rozkręcają?
– Julka próbowała pocieszyć przyjaciółkę.
-Taaa,
jak się nie rozkręcą, to przyrzekam, jak babcię kocham, zrobię im taką krzywdę, że już nigdy ich życie nie będzie takie samo.
-Eee,
nie chcę nawet wiedzieć o co Ci chodzi. – z przerażeniem wymamrotała Lena,
skupiając uwagę na powrót na boisku.
Być może groźby Majki podziałały, bo następne trzy sety siatkarze
zagrali jak marzenie, wygrywając
tym samym cały mecz 3:1. Przyjaciółki z radości zaczęły podskakiwać i drzeć się
jak oszalałe. Optymizmu zresztą
nie brakowało, najwierniejsi kibice ruszyli w stronę barierek, krzycząc słowa podziękowań i uwielbienia dla
zawodników. Dziewczyny również
podążyły za tłumem, by później przepchać się na sam przód i poczekać, aż wszystko się
uspokoi, a gwiazdy wieczoru wrócą na boisko, by podziękować
fanom, rozdać parę autografów i udzielić
kilku wywiadów.
Pierwszy
ukazał się kapitan zespołu, Możdżon,
za którym nieśmiało człapał Cichy Pit – za nimi pojawiali się
kolejni, co wywoływało entuzjastyczne reakcje kibiców.
Lena
wyglądała jakby miała dostać palpitacji serca, a gdy
postać Pitera zamajaczyła w bliskiej od niej odległości,
wydała z siebie nieartykułowany dźwięki,
który mógł mieć coś wspólnego z piskiem.
–Szanuj
się i nie piszcz jak małolata. – parsknęła
Majka, a jej znajomy głos sprawił, że Nowakowski wyczuł u siebie
stan przedzawałowy.
Odwrócił
się i przez chwilę miał ochotę wrzeszczeć.
Nawet
tu go dorwały. Prześladują go. Teraz go zabiją, zgwałcą, poćwiartują i zakopią w ogródku.
-Tititi...
– wyrwało się blondynowi.
-Stary,
gorzej Ci? – stojący obok niego Bartman
spojrzał na kumpla zdziwionym wzrokiem.
-Titititi....
– i wskazał ręką przed siebie.
Zbyszek,
Igła i Kubiak podążyli wzrokiem za pitowym palcem.
-A
niech to babcine bambosze. – oczy Majki urosły do rozmiaru pięciozłotówek.
-To
Ty! To Ty! – wydarł się Bartman, poznając z kim ma do czynienia,
powodując tym samym szybką ewakuację Cichego - blondyn
desperackim galopem udał się w kierunku szatni.
W
tym samym czasie Julka namierzała Cymbała, wytężała wzrok, szukając na koszulkach „szóstki” –
na jej szczęście Maja znała wszystkich
zawodników po numerach. Nagle wyrosła przed nią wielka postać, szczerząca zęby dookoła, a gdy jego wzrok padł na czerwonowłosą, ta poczuła jak uginają się pod nią kolana. Uczepiła się kurczowo ramienia Majki:
-A
co to za zjawisko? - wybąkała tak głośno, że usłyszeli ją wszyscy w pobliżu co najmniej dziesięciu metrów, włącznie z samym
zainteresowanym.
Brunetka
spojrzała najpierw na kumpelę, a potem na wspomniane „zjawisko” i wybuchła śmiechem:
-To,
droga Julio, jest Kran. – nie przestawała chichotać.
-O
Ty w mordę kopany. – westchnęła ze zdziwieniem i
rozczarowaniem Jula, na co Maja parsknęła śmiechem jeszcze głośniej, sprawiając tym samym, że nie tylko Bartman, Ignaczak, Kubiak i Kurek
patrzyli na nie jak na kosmitki, ale i wszyscy wokół.
-No
i jak zwykle zrobiłyście z nas pośmiewisko. – naburmuszona
Lena, założyła ręce na piersi, mając za złe przyjaciółkom, że przez nie Cichy Pit uciekł.