Chyba to co najważniejsze? ;)

Jak na razie najważniejszą rzeczą jest to, że blog ten powstał w dniu 7.08.2012r. o godzinie 20:20.

Mała sprawa organizacyjna:
Informacje na temat nowych odcinków dostępne będą tylko przez gadu, więc wdzięczna bym była gdyby zainteresowane osoby w komentarzach podały swoje numery albo skrobnęły na: 43060613. :)

Ach, no i miło by było gdybyście, po przeczytaniu zostawili jakiś ślad po sobie - konstruktywna krytyka dobrze wpływa na pisanie opowiadań. :)

20 października 2012

Odcinek 5) „Wiem, że ma laskę, ale czy ma dziewczynę?”

            W umówionym miejscu, w umówionym dniu, o umówionej godzinie Julka snuła się w kierunku swego przeznaczenia w obstawie dwóch najlepszych przyjaciółek. Jej mina wyrażała nie do końca zrozumiałe zdziwienie zaistniałą sytuacją.

Jeszcze pół godziny temu siedziała w swoim pokoju, patrząc jak Maja i Lena robią w jej szafie porządki, związane z przygotowaniem do spotkania. Jedna najchętniej wysłałaby ją w samej bieliźnie, natomiast druga w ubraniu zakonnicy – w tym względzie nigdy nie potrafiły się dogadać. Znudzona ich ciągłymi kłótniami, obwieściła im radosną nowinę, którą było:
-Nigdzie nie idę. – jak na komendę obie rzuciły co miały w rękach i spojrzały na nią jakby dopuściła się rekreacyjnego rozwiązywania zadań z fizyki. – No co?
-Nawet tak nie żartuj. – syknęła przez zęby Majka, mrużąc oczy złowrogo, co dało czerwonowłosej do myślenia i spowodowało nagłą zmianę decyzji:
-Dobra, dobra, tak tylko gadam. – na znak kapitulacji uniosła ręce do góry. – Ale ubranie sama sobie wybiorę, bo wy się nigdy nie osiągniecie konsensusu. – wstała z łóżka, szybkim ruchem zebrała z podłogi najzwyklejsze w świecie jeansy, koszulę w fioletowo – czarną kratę i uciekła do łazienki, zanim którakolwiek z pozostałych dziewczyn zdążyła zareagować.

Szły teraz obok niej, od czasu do czasu zerkała to na jedną, to na drugą i nie mogła się nadziwić ile w nich jest determinacji. Na twarzy Madejskiej dodatkowo można było dostrzec obłąkany uśmieszek, ale tym się nikt nie przejmował – nikt kto je znał w każdym razie.
Julka sama czując się niepewnie, wypaliła:
-Ja naprawdę nigdzie nie idę. Nie ma mowy. – i zatrzymała się w pół kroku.
Maja i Lena wymieniły spojrzenia, złapały ją pod ręce i zaczęły ciągnąć w kierunku, w którym zmierzały.
-Ani mi się waż tchórzyć teraz. – stanowczym głosem nakazała jej blondynka, a brunetka dodała:
-Nie po to Cię stroiłyśmy, żebyś uciekła przed finałem.
-Łatwo Wam mówić, to nie wy zaraz staniecie oko w oko… ekhm, oko w klatę z gwiazdą siatkówki.
-Przecież też tam będziemy, nie pozwolimy Ci się skompromitować. – oczywiście Lena zawsze służyła słowem otuchy.
-Taaaak, sama się nie skompromitujesz, co najwyżej ja Ci pomogę. – wyszczerzyła się Majka z satysfakcją obserwując jak policzki Julki zmieniają kolor z naturalnego bladego na jeszcze bledszy.
-Nie strasz jej. – zganiła przyjaciółkę Majewska, ale na jej twarzy również zamajaczył uśmiech.

Czerwonowłosa wzięła głęboki oddech i w duchu postanowiła, że nie da się zastraszyć i że zmierzy się z całą sytuacją jak na członka spółki z o. BNW przystało – weźmie to na klatę, a potem do końca życia będzie się śmiała z tego jak zrobiła z siebie idiotkę. Jej entuzjastyczne rozmyślania przerwało Badylowe:
-O już jest. – mimowolnie uniosła głowę do góry, a gdy tylko GO ujrzała, wyszczerzyła zęby w szerokim uśmiechu. Wyrwała się przyjaciółkom i ruszyła pędem w JEGO kierunku, krzycząc:
-Słoneczko Ty moje, ukochane. Jak ja za Tobą tęskniłam. – dopadła do NIEGO i zaczęła ściskać z całych sił.
Dając upust swej radości z ponownego spotkania, tuliła GO do piersi, całując i szepcząc:
-Już nigdy Cię nie zostawię. Kocham Cię. Wybacz mi.
Maja i Lena roztkliwione przyglądały się przyjaciółce z szerokimi uśmiechami na buziach, doskonale sobie zdawały sprawę jaka więź łączy Julkę i jej Słoneczko. Jednak widząc nieco zdziwione spojrzenia, jakie wymieniali między sobą chłopcy stojący przed nimi, blondynka pospieszyła z wyjaśnieniami:
-Wiecie, ona jest bardzo z nim związana, rzadko się rozstają. – a brunetka dodała:
-Nikt tego nie rozumie, ale tylko z nim Julka czuje się, powiedzmy, kompletna.
-Przecież to tylko telefon. – odezwał się niższy z osobników, wzruszając nonszalancko ramionami.
Na te słowa chłopak został potraktowany morderczym spojrzeniem panny Miśkiewicz. Usatysfakcjonowana uzyskanym efektem, przeniosła wzrok na jego towarzysza i posłała mu wdzięczny uśmiech.
-Dzięki, że się nim zaopiekowałeś. Jestem Ci niewyobrażalnie wdzięczna.
-Yyyy, spoko. – zdołał wybąkać z zakłopotaniem chłopak, czerwieniąc się przy tym po cebulki włosów.

Odwrót na pięcie, spojrzenie na przyjaciółki i:
-To co, idziemy?
W oczach Leny można było ujrzeć przerażenie, wymieszane ze smutkiem. Natomiast Majka po raz kolejny tego dnia potraktowała Julkę morderczym spojrzeniem, po czym znacząco przeniosła wzrok na Kurka, który wyglądał jakby nie wiedział co ze sobą zrobić.
Wąski przez chwilę kminiła w swoim małym umyśle, aż w końcu wybuchła inteligentnie:
-A!
Ponownie obróciła się w stronę siatkarza, szczerząc się złowieszczo.

Widać było, że chłopak żałował, że nie uciekł póki miał okazję. W dodatku Kubiak wcale mu nie pomagał, tylko bezmyślnie opierał się o kosz na śmieci i oczekiwał z napięciem na rozwój wydarzeń. „Szlag by go trafił.”, pomyślał ze złością przyjmujący.
-Musimy pogadać. – usłyszał jeszcze i zanim się zorientował co się dzieje, właścicielka nieszczęsnego telefonu, zaczęła go ciągnąć w bliżej nieokreślonym kierunku. Zastanawiająca była siła jaką miała dziewczyna postury krasnoludka.

Kubiak, gdy tylko zorientował się w sytuacji, z paniką w oczach zaczął się rozglądać, a w końcu nie wytrzymując napięcia, wypiszczał:
-A gdzie ona go zabrała?
Majka spojrzała na niego i z politowaniem, pokręciła głową:
-W krzaki, zgwałci go, a potem zostawi na pastwę fanek. – uśmiechnęła się przy tym wesoło.
Oczy Michasia przybrały rozmiar pięciozłotówek:
-Niemożliwe, nie zgadzam się, nie.
-Oj tam, Chomik, bez spiny. – usłyszał w odpowiedzi od brunetki, która ze znudzeniem przyglądała się swoim paznokciom.

Tymczasem Julka uważnie rozejrzała się dokoła i chciała konspiracyjnie szepnąć coś do swego towarzysza, jednak gdy odwróciła się w jego stronę, dokonała odkrycia stulecia: z łokciem nie pogadasz. Szarpnęła więc za ramię, którego od kilku minut kurczowo się trzymała:
-Ej, Ty tam, na górze, schyl się trochę. – chłopak patrzył na nią przez chwilę jakby jej druga głowa wyrosła, ale posłusznie wykonał jej prośbę.
W tym momencie pożałowała swego postulatu. Jeszcze żadna woda po goleniu jaką dane jej było wąchać, nie była tak wyrazista i sugestywna i nie pozwalająca się skupić, że bez zastanowienia palnęła:
-Ładnie pachniesz.
-Co? – Kurek spojrzał na nią, zastanawiając się czy dobrze usłyszał.
-Nic. – machnęła wolną ręką i postanowiła przejść do rzeczy, zanim znowu strzeli samobója – Czy Nowakowski ma kogoś?
-Eee, no chyba ma laskę.
-Wiem, że ma laskę, ale czy ma dziewczynę? – zniecierpliwiona, wbiła w niego szare ślepia, wyczekująco.
„Niesamowite, za każdym razem jak coś powiem, dziwi się jeszcze bardziej”, przeszło jej przez myśl.
-Okey…
„O mamy postęp.”, złośliwa natura, dała o sobie znać.
-Ma dziewczynę. Tak jakby.
-Co to znaczy „tak jakby”?
-Trudno to wyjaśnić, to trzeba zobaczyć na własne oczy.
-Dobra. Gdzie i kiedy?
-Ale co?
-No, gdzie i kiedy mogę to zobaczyć? – wyjaśniła cierpliwie o co jej chodzi.
-Aaa, pewnie na jakimś meczu. – chłopak wzruszył ramionami.
-Mhm, czyli do zobaczenia wkrótce. – przez ułamek sekundy się zawahała, ale w końcu wspięła się na palce, cmoknęła siatkarza w policzek i pognała do przyjaciółek, czerwieniąc się niemiłosiernie.

Z prędkością światła dopadła do swych towarzyszek, złapała jedną i drugą za rękę i pociągnęła za sobą. Majka zdążyła jeszcze krzyknąć w stronę osłupiałego Kubiaka:
-Trzymaj się Chomik. – machając przy tym wolną ręką.
-Ty też się nie puszczaj. – usłyszała w odpowiedzi i zniknęły mu z pola widzenia.

Michaś z rozdziawioną gębą patrzył w kierunku, w którym uciekły dziewczyny. Wszystko działo się tak szybko, że nie nadążał za rozwojem wypadków. Dopiero gdy u jego boku ponownie pojawił się Kurek, udało mu się wybąkać:
-Co się właściwie stało?
-Też się nad tym zastanawiam. – odparł mu Bartosz z niezbyt inteligentnym wyrazem twarzy.
-Mam wrażenie, że to jeszcze nie koniec.
-Zaiste.
-W każdym razie, wdepnęliśmy w niezłe gówno. – w odpowiedzi przyjmujący pokiwał głową na znak, że zgadza się z przyjacielem.
Szepty i chichoty za ich plecami, dały im do zrozumienia, że nie są sami. Jak na komendę obaj się obrócili i zamarli, przyglądało im się co najmniej kilkanaście par oczu, wyrażających skrajne uwielbienie.
-Mówiłam Ci, że to on. – wykrzyknęła jedna z osóbek z podekscytowaniem.
-Faktycznie, ale jakiś wyższy jest na żywo. – odparła druga.
-Ale na atrakcyjności nie tracą. – zachichotała trzecia.
Kubiak i Kurek z rezygnacją poddali się procederowi rozdawania autografów, uścisków i zdjęć.


            Trzy przyjaciółki wpadły do mieszkania państwa Madejskich i rozchichotane padły na łóżko Majki. Leżały, trzymając się za brzuchy, za każdym razem wybuchając salwą śmiechu, gdy tylko na siebie spojrzały.
-To było piękne. – wysapała Majka.
-Bezcenne. – dodała Lena.
-I opłacalne. – Julka wyszczerzyła zęby do koleżanek i znów wybuchły śmiechem.

_________________________________________________________________________________________________________

Kolejny odcinek napisany – trochę mi to zajęło, za co przepraszam. Również przepraszam, że w ostatnim czasie nie komentowałam Waszych prac – obiecuję to nadrobić. :)
Pozdrowienia. :)