Julka z impetem trzasnęła drzwiami, obwieszczając potencjalnym domownikom
swój powrót. Z ciężkim westchnieniem ściągnęła kurtkę i buty, po czym powlekła się w stronę salonu, z którego dochodziły
bliżej nieokreślone dźwięki. Widok jaki zastała w
pokoju nie zdziwił jej specjalnie. Na kanapie leżała rozwalona Majka, maltretująca pilot od telewizora.
-Nie żebym
się czepiała, ale nie masz
swojego domu? – mruknęła, opierając się ramieniem o framugę.
-No cóż, w moim salonie jest zepsuty telewizor. – wzruszyła
ramionami Majka, jakby gdyby nigdy nic. – I Lenę ze sobą przywlekłam.
-Aha. – czerwonowłosa zrobiła odwrót w stronę kuchni.
-Ej! Czekaj! Jak idziesz do kuchni to zrób mi obiad.
– usłyszała od Madejskiej.
Wąski
odwróciła się na pięcie
i z grymasem na twarzy zapytała:
-A z jakiej niby racji?
-Z takiej, że
mnie kochasz. – bezczelnie wyszczerzyła się
brunetka – A ja mam pustą lodówkę.
Rodzice mnie nie kochają, nie mam co jeść, a
ty masz kasę i jedzenie... – po chwili
namysłu dodała -Adoptuj mnie.
-Yhy, już się
rozpędziłam. Zaraz coś zrobię, a póki co to w barku masz
czekoladę.
-Jakby Ci to powiedzieć, żeby
Cię nie urazić… Już jej tam nie ma?
-Ty mały, wstrętny
głodomorze, zeżarłaś
moją czekoladę?!
-No.... To był wypadek!! –
Majka próbowała zrobić minę
a’la kot ze Shreka.
-Nie krzyw się,
bo Ci tak zostanie, a w 3 szufladzie po prawej powinny być
chipsy. – westchnęła Miśkiewicz
i poczłapała do kuchni.
Badyl nie omieszkała wziąć
sobie chipsów i rozsiadła się wygodnie przed
telewizorem. Przełączyła kanał.
Niespodziewanie dla siebie
samej i wszystkich dookoła, dziewczyna zaczęła
się krztusić.
Julka wychyliła się z
kuchni i zobaczyła koleżankę kaszlącą,
trzymającą się za
gardło i wymachującą kończyną
(górną)w kierunku telewizora, podeszła bliżej,
założyła ręce
na piersi i rzekła:
-A mówiłam, żebyś
nie pchała tylu chipsów naraz do buzi, Ty pazerna gadzino. – zmarszczyła brwi i
dodała: -I nie oczekuj, że będę Cię
ratować.
Brunetka usilnie
wymachiwała rękoma próbując
zwrócić uwagę
koleżanki na telewizor.
Czerwonowłosa przekrzywiła
głowę pod dziwnym kątem
i dalej obserwowała przyjaciółkę, która w końcu
przestała się krztusić,
wstała, wsparła ręce na biodrach i z
wypiekami wygłosiła:
-Ty pączku
bez nadzienia, amebo bez nibynóżek! To ja tu ryzykuję życiem,
żebyś
łaskawie raczyła spojrzeć na ten cholerny
telewizor...
-A co ja telewizora nie
widziałam i to własnego?
Majka poczerwieniała z
emocji, chwyciła Julkę za głowę i
skierowała ją na telewizor – mina
czerwonowłosej była bezbłędna, tak wielkich oczu i
tak szeroko otwartej paszczy dziewczyna jeszcze nie miała.
-Co się
dzieje? – znikąd pojawiła się
Lena i pytająco patrzyła na
przyjaciółki.
Nie doczekawszy się
odpowiedzi, spojrzała na telewizor. Na jej twarzy wykwitł szeroki uśmiech,
z prędkością światła
pochwyciła pilot, niczym oręż w walce ze złem
całego świata i nacisnęła
magiczną funkcję
STOP.
-A cóż to
jest? – wyszczebiotała do Majki i Julki.
Ta druga z wrażenia
przysiadła na kanapie i wymamrotała:
-Nie no, do jasnej
ciasnej, co to jest?
-No i co, dzikusie, łyso
Ci?! – padła odpowiedź brunetki.
-Mało że
łyso, jestem wręcz zbulwersowana. Dlaczego
nikt mi nie powiedział, że to coś
..co znam...skądś...
to, że... że
to siatkarz jest?!?!
-Powiecie mi w końcu
co tu się dzieje? – Lena
poirytowana ignorancją ze strony swych koleżanek,
tupnęła nogą.
Madejska i Miśkiewicz
ze zdziwieniem spojrzały na swą zwykle spokojną i
opanowaną towarzyszkę
niedoli i obie naraz zaczęły się
tłumaczyć. Blondynka musiała wziąć
kilka głębokich wdechów, po czym
uniosła rękę do
góry, na znak że mają się
przymknąć, a gdy to nastąpiło,
wskazała na Majkę.
-No więc
to było tak, że Julka napadła tego gościa,
co go zastopowałaś, bagietką i
zwymyślała mu od najgorszych, pobiła i pójdzie
siedzieć…
-Hej, hamuj wyobraźnię,
ciołku! – wykrzyknęła oburzona Jula – Ja
tylko się z nim zderzyłam i trochę
ekhm zwyzywałam, ale to wina PMSu. A na koniec Majka podważyła
jego męskość,
o!
Oczy brunetki powiększyły
się do rozmiaru pięciozłotówek,
gdy dotarło do niej, że przyjaciółka faktycznie
ma rację. „Co robić?
Co robić?”, myślała
gorączkowo, marszcząc
brwi. Nie wiedzieć kiedy zaczęła
krążyć po
pokoju, mamrocząc pod nosem – co jakiś
czas przystając i stukając
się palcem w czoło.
Zafascynowane, Julka i Lena,
gapiły się na nią
jak cielęta w malowane wrota. Obie
wiedziały, że gdy u Madejskiej włącza
się myślenie,
niewolno jej przeszkadzać – konsekwencje mogą być
poważne. Przekonały się o
tym w 3 klasie gimnazjum, gdy nierozważny
Tomek Szczypiorek stuknął ją w
ramię w czasie odbywania kontemplacji nad
chemikaliami w pracowni chemicznej. Widok był przerażający,
bujna czupryna chłopaka, już nigdy nie odrosła.
-Wiem! – wykrzyknęła
rozentuzjazmowana Majka, zwracając się w
stronę koleżanek.
-Co wykombinowałaś?
-Wyślę mu
kwiatki z przeprosinami!
-Eeee.... – reakcje obu
dziewczyn były podobne.
-Nie jestem pewna czy to
jest dobry pomysł. – wybąkała Lena.
-A co? Mam mu wysłać
kosz z odżywkami białkowymi?
-Z tego zrobiłby użytek.
– palnęła Julka, za co została zdzielona w tył głowy
przez Maję. – No co?
-Głupoty gadasz.
-Ja? To Ty chcesz facetowi
kwiatki kupować.
-No a co innego?
-Po prostu wyślij
list z przeprosinami. – wtrąciła rozsądnie
Lena.
-Nieee, wyślę
kwiatki i koniec. – postanowiła hardo brunetka.
-Okey, to dopisz
przeprosiny ode mnie. – dodała czerwonowłosa.
Kilka dni później.
Hala.
Młody człowiek rozejrzał
się dokoła, po czym niepewnie wszedł do budynku.
Podszedł do stojącego nieopodal ochroniarza
i zapytał o szatnię. Gdy uzyskał tę
jakże cenną
informację, podążył
we wskazanym kierunku. Po przebyciu wszystkich korytarzy, myląc
parę zakrętów
i zderzeniu z bandą rozwrzeszanych
nastolatek, trafił w końcu do swego celu. Już
miał zapukać do drzwi, gdy otwarły się
one z impetem i jego oczom ukazał się
wysoki brunet, który patrzył na niego z uniesioną
brwią i kpiącym
uśmieszkiem.
-J… ja… ja mam p… przesyłkę
ddo ppp… pana Nowakowskiego. – wyjąkał
przerażony chłopaczek, machając
przy tym pokaźnej wielkości
bukietem.
-Odbiorę. –
odparł jegomość, zabierając
cudo z celafonu. Pokwitował odbiór i wrócił do szatni, trzaskając
drzwiami.
-Piter, przesyłka do
Ciebie. – wrzasnął na całe pomieszczenie.
Spowodowało to ustanie wszelakich rozmów, a zebrani patrzyli to na wspomnianego
Pitera, to na Zbyszka, który korzystając z
chwilowego zamroczenia kolegi, grzebał w kwiatkach, czegoś
szukając. W końcu
wydobył karteczkę, a raczej kartkę i
przeczytał jej treść.
Piotr z zagubieniem
patrzył na kolegę, nie bardzo wiedząc
co zrobić, gdy jednak usłyszał
dziki brecht Bartmana, wyskoczył jak oparzony z ręcznika,
zapominając o braku bokserek i
dopadł do kumpla. Zbigniew nie zamierzał się
poddawać i korzystając z
pomocy pozostałych kolegów, którzy przytrzymali Nowakowskiego, wskoczył na
krzesełko i przeczytał na głos treść
kartki:
-Drogi Piotrze, pragnę Cię
szczerze przeprosić za podważenie
męskości
w supermarkecie. – Piotrek poczerwieniał na twarzy i zaczął
się wyrywać
kumplom, którzy chichotali jak hieny – Jeżeli
nie pamiętasz, to, to zdarzenie miało miejsce, wtedy gdy moja koleżanka
zmolestowała Cię bagietką
(jest jej z tego powodu bardzo przykro).
– przez szatnię przeszła kolejna salwa śmiechu.
–Liczymy na to, że nam wybaczysz.
Podpisano: Majka i Julka. PS. Lena przesyła pozdrowienia. – Zbyszek walczył o
utrzymanie się na krześle,
co było trudne zwłaszcza gdy człowiek śmieje
się i płacze jednocześnie.
Piotrkowi udało się w końcu
wydostać z żelaznych
uścisków swych kolegów, głównie dlatego, że
ze śmiechu nie byli w stanie go dłużej
powstrzymywać i dopadł do Bartmana.
Wyrwał mu kartkę i kwiatki, po czym obrażony
ruszył pod prysznic. Po drodze bukiet wrzucił do szafki, a zwitek wziął
ze sobą, bo wiedział do czego zdolni są
jego koledzy z drużyny.
Parę
godzin później trzech kumpli
siedziało w pubie. Jeden, siedzący w środku
(zboczenie zawodowe) ze złością
gapił się na butelkę,
zupełnie jakby jej winą była sytuacja, w której
się znalazł. Natomiast pozostali dwaj co jakiś
czas dokuczali koledze.
-Stary, ale tak poważnie,
jak wygląda podważanie
męskości?
– zapytał najstarszy z nich.
-Igła…. – zdołał wydusić z
siebie Zbyszek, zanim wybuchł po raz kolejny śmiechem.
Piotrek poczerwieniał na
twarzy i jednym haustem wychylił zawartość
butelki.
****
Krótko, zwięźle
i na temat. Piszcie co myślicie.
See ya. :)
Świetne ;) O Nowakowskim jeszcze nie czytałam :D nie no... po prostu rozwalił mnie moment z kwiatkami... czekam na nexta
OdpowiedzUsuńno bardzo fajnie się zaczyna :) dobrze, że dialogi są takie luźne, szybko się czyta a i nawet się uśmiałam w kilku momentach ;) jeśli możesz to informuj mnie na 709269
OdpowiedzUsuńBiedny Piotr został odarty z prywatności:). Cóż idąc tokiem myślenia Igły też się zastanawiam jak mogłoby wyglądać podważanie MĘSKOŚCI:)
OdpowiedzUsuńCiekawie, ciiekawie biedny Piotr został ośmieszi\ony przez kolegów:) Chociaż nie powiem żeby pomysł z kwiatkami był dobry...
OdpowiedzUsuń