Chyba to co najważniejsze? ;)

Jak na razie najważniejszą rzeczą jest to, że blog ten powstał w dniu 7.08.2012r. o godzinie 20:20.

Mała sprawa organizacyjna:
Informacje na temat nowych odcinków dostępne będą tylko przez gadu, więc wdzięczna bym była gdyby zainteresowane osoby w komentarzach podały swoje numery albo skrobnęły na: 43060613. :)

Ach, no i miło by było gdybyście, po przeczytaniu zostawili jakiś ślad po sobie - konstruktywna krytyka dobrze wpływa na pisanie opowiadań. :)

23 sierpnia 2012

Odcinek 2) „Jak wygląda podważanie męskości?”



         Julka z impetem trzasnęła drzwiami, obwieszczając potencjalnym domownikom swój powrót. Z ciężkim westchnieniem ściągnęła kurtkę i buty, po czym powlekła się w stronę salonu, z którego dochodziły bliżej nieokreślone dźwięki. Widok jaki zastała w pokoju nie zdziwił jej specjalnie. Na kanapie leżała rozwalona Majka, maltretująca pilot od telewizora.
-Nie żebym się czepiała, ale nie masz swojego domu? – mruknęła, opierając się ramieniem o framugę.
-No cóż, w moim salonie jest zepsuty telewizor. – wzruszyła ramionami Majka, jakby gdyby nigdy nic. – I Lenę ze sobą przywlekłam.
-Aha. – czerwonowłosa zrobiła odwrót w stronę kuchni.
-Ej! Czekaj! Jak idziesz do kuchni to zrób mi obiad. – usłyszała od Madejskiej.
Wąski odwróciła się na pięcie i z grymasem na twarzy zapytała:
-A z jakiej niby racji?
-Z takiej, że mnie kochasz. – bezczelnie wyszczerzyła się brunetka – A ja mam pustą lodówkę. Rodzice mnie nie kochają, nie mam co jeść, a ty masz kasę i jedzenie... – po chwili namysłu dodała -Adoptuj mnie.
-Yhy, już się rozpędziłam. Zaraz coś zrobię, a póki co to w barku masz czekoladę.
-Jakby Ci to powiedzieć, żeby Cię nie urazić… Już jej tam nie ma?
-Ty mały, wstrętny głodomorze, zeżarłaś moją czekoladę?!
-No.... To był wypadek!! – Majka próbowała zrobić minę a’la kot ze Shreka.
-Nie krzyw się, bo Ci tak zostanie, a w 3 szufladzie po prawej powinny być chipsy. – westchnęła Miśkiewicz i poczłapała do kuchni.

Badyl nie omieszkała wziąć sobie chipsów i rozsiadła się wygodnie przed telewizorem. Przełączyła kanał.
Niespodziewanie dla siebie samej i wszystkich dookoła, dziewczyna zaczęła się krztusić.
Julka wychyliła się z kuchni i zobaczyła koleżankę kaszlącą, trzymającą się za gardło i wymachującą kończyną (górną)w kierunku telewizora, podeszła bliżej, założyła ręce na piersi i rzekła:
-A mówiłam, żebyś nie pchała tylu chipsów naraz do buzi, Ty pazerna gadzino. – zmarszczyła brwi i dodała: -I nie oczekuj, że będę Cię ratować.
Brunetka usilnie wymachiwała rękoma próbując zwrócić uwagę koleżanki na telewizor.
Czerwonowłosa przekrzywiła głowę pod dziwnym kątem i dalej obserwowała przyjaciółkę, która w końcu przestała się krztusić, wstała, wsparła ręce na biodrach i z wypiekami wygłosiła:
-Ty pączku bez nadzienia, amebo bez nibynóżek! To ja tu ryzykuję życiem, żebyś łaskawie raczyła spojrzeć na ten cholerny telewizor...
-A co ja telewizora nie widziałam i to własnego?
Majka poczerwieniała z emocji, chwyciła Julkę za głowę i skierowała ją na telewizor – mina czerwonowłosej była bezbłędna, tak wielkich oczu i tak szeroko otwartej paszczy dziewczyna jeszcze nie miała.
-Co się dzieje? – znikąd pojawiła się Lena i pytająco patrzyła na przyjaciółki.
Nie doczekawszy się odpowiedzi, spojrzała na telewizor. Na jej twarzy wykwitł szeroki uśmiech, z prędkością światła pochwyciła pilot, niczym oręż w walce ze złem całego świata i nacisnęła magiczną funkcję STOP.
-A cóż to jest? – wyszczebiotała do Majki i Julki.
Ta druga z wrażenia przysiadła na kanapie i wymamrotała:
-Nie no, do jasnej ciasnej, co to jest?
-No i co, dzikusie, łyso Ci?! – padła odpowiedź brunetki.
-Mało że łyso, jestem wręcz zbulwersowana. Dlaczego nikt mi nie powiedział, że to coś ..co znam...skądś... to, że... że to siatkarz jest?!?!
-Powiecie mi w końcu co tu się dzieje? – Lena poirytowana ignorancją ze strony swych koleżanek, tupnęła nogą.
Madejska i Miśkiewicz ze zdziwieniem spojrzały na swą zwykle spokojną i opanowaną towarzyszkę niedoli i obie naraz zaczęły się tłumaczyć. Blondynka musiała wziąć kilka głębokich wdechów, po czym uniosła rękę do góry, na znak że mają się przymknąć, a gdy to nastąpiło, wskazała na Majkę.
-No więc to było tak, że Julka napadła tego gościa, co go zastopowałaś, bagietką i zwymyślała mu od najgorszych, pobiła i pójdzie siedzieć
-Hej, hamuj wyobraźnię, ciołku! – wykrzyknęła oburzona Jula – Ja tylko się z nim zderzyłam i trochę ekhm zwyzywałam, ale to wina PMSu. A na koniec Majka podważyła jego męskość, o!
Oczy brunetki powiększyły się do rozmiaru pięciozłotówek, gdy dotarło do niej, że przyjaciółka faktycznie ma rację. „Co robić? Co robić?”, myślała gorączkowo, marszcząc brwi. Nie wiedzieć kiedy zaczęła krążyć po pokoju, mamrocząc pod nosem – co jakiś czas przystając i stukając się palcem w czoło.

Zafascynowane, Julka i Lena, gapiły się na nią jak cielęta w malowane wrota. Obie wiedziały, że gdy u Madejskiej włącza się myślenie, niewolno jej przeszkadzać – konsekwencje mogą być poważne. Przekonały się o tym w 3 klasie gimnazjum, gdy nierozważny Tomek Szczypiorek stuknął ją w ramię w czasie odbywania kontemplacji nad chemikaliami w pracowni chemicznej. Widok był przerażający, bujna czupryna chłopaka, już nigdy nie odrosła.

-Wiem! – wykrzyknęła rozentuzjazmowana Majka, zwracając się w stronę koleżanek.
-Co wykombinowałaś?
-Wyślę mu kwiatki z przeprosinami!
-Eeee.... – reakcje obu dziewczyn były podobne.
-Nie jestem pewna czy to jest dobry pomysł. – wybąkała Lena.
-A co? Mam mu wysłać kosz z odżywkami białkowymi?
-Z tego zrobiłby użytek. – palnęła Julka, za co została zdzielona w tył głowy przez Maję. – No co?
-Głupoty gadasz.
-Ja? To Ty chcesz facetowi kwiatki kupować.
-No a co innego?
-Po prostu wyślij list z przeprosinami. – wtrąciła rozsądnie Lena.
-Nieee, wyślę kwiatki i koniec. – postanowiła hardo brunetka.
-Okey, to dopisz przeprosiny ode mnie. – dodała czerwonowłosa.
Kilka dni później. Hala.

Młody człowiek rozejrzał się dokoła, po czym niepewnie wszedł do budynku. Podszedł do stojącego nieopodal ochroniarza i zapytał o szatnię. Gdy uzyskał tę jakże cenną informację, podążył we wskazanym kierunku. Po przebyciu wszystkich korytarzy, myląc parę zakrętów i zderzeniu z bandą rozwrzeszanych nastolatek, trafił w końcu do swego celu. Już miał zapukać do drzwi, gdy otwarły się one z impetem i jego oczom ukazał się wysoki brunet, który patrzył na niego z uniesioną brwią i kpiącym uśmieszkiem.
-J… ja… ja mam p… przesyłkę ddo ppp… pana Nowakowskiego. – wyjąkał przerażony chłopaczek, machając przy tym pokaźnej wielkości bukietem.
-Odbiorę. – odparł jegomość, zabierając cudo z celafonu. Pokwitował odbiór i wrócił do szatni, trzaskając drzwiami.
-Piter, przesyłka do Ciebie. – wrzasnął na całe pomieszczenie. Spowodowało to ustanie wszelakich rozmów, a zebrani patrzyli to na wspomnianego Pitera, to na Zbyszka, który korzystając z chwilowego zamroczenia kolegi, grzebał w kwiatkach, czegoś szukając. W końcu wydobył karteczkę, a raczej kartkę i przeczytał jej treść.
Piotr z zagubieniem patrzył na kolegę, nie bardzo wiedząc co zrobić, gdy jednak usłyszał dziki brecht Bartmana, wyskoczył jak oparzony z ręcznika, zapominając o braku bokserek i dopadł do kumpla. Zbigniew nie zamierzał się poddawać i korzystając z pomocy pozostałych kolegów, którzy przytrzymali Nowakowskiego, wskoczył na krzesełko i przeczytał na głos treść kartki:
-Drogi Piotrze, pragnę Cię szczerze przeprosić za podważenie męskości w supermarkecie. – Piotrek poczerwieniał na twarzy i zaczął się wyrywać kumplom, którzy chichotali jak hieny – Jeżeli nie pamiętasz, to, to  zdarzenie miało miejsce, wtedy gdy moja koleżanka zmolestowała Cię bagietką (jest jej z tego powodu bardzo przykro).  – przez szatnię przeszła kolejna salwa śmiechu. –Liczymy na to, że nam wybaczysz. Podpisano: Majka i Julka. PS. Lena przesyła pozdrowienia. – Zbyszek walczył o utrzymanie się na krześle, co było trudne zwłaszcza gdy człowiek śmieje się i płacze jednocześnie. Piotrkowi udało się w końcu wydostać z żelaznych uścisków swych kolegów, głównie dlatego, że ze śmiechu nie byli w stanie go dłużej powstrzymywać i dopadł do Bartmana. Wyrwał mu kartkę i kwiatki, po czym obrażony ruszył pod prysznic. Po drodze bukiet wrzucił do szafki, a zwitek wziął ze sobą, bo wiedział do czego zdolni są jego koledzy z drużyny.

Parę godzin później trzech kumpli siedziało w pubie. Jeden, siedzący w środku (zboczenie zawodowe) ze złością gapił się na butelkę, zupełnie jakby jej winą była sytuacja, w której się znalazł. Natomiast pozostali dwaj co jakiś czas dokuczali koledze.
-Stary, ale tak poważnie, jak wygląda podważanie męskości? – zapytał najstarszy z nich.
-Igła…. – zdołał wydusić z siebie Zbyszek, zanim wybuchł po raz kolejny śmiechem.
Piotrek poczerwieniał na twarzy i jednym haustem wychylił zawartość butelki.





                                                                       ****

Krótko, zwięźle i na temat. Piszcie co myślicie.
 See ya. :)

4 komentarze:

  1. Świetne ;) O Nowakowskim jeszcze nie czytałam :D nie no... po prostu rozwalił mnie moment z kwiatkami... czekam na nexta

    OdpowiedzUsuń
  2. no bardzo fajnie się zaczyna :) dobrze, że dialogi są takie luźne, szybko się czyta a i nawet się uśmiałam w kilku momentach ;) jeśli możesz to informuj mnie na 709269

    OdpowiedzUsuń
  3. Biedny Piotr został odarty z prywatności:). Cóż idąc tokiem myślenia Igły też się zastanawiam jak mogłoby wyglądać podważanie MĘSKOŚCI:)

    OdpowiedzUsuń
  4. Ciekawie, ciiekawie biedny Piotr został ośmieszi\ony przez kolegów:) Chociaż nie powiem żeby pomysł z kwiatkami był dobry...

    OdpowiedzUsuń