Chyba to co najważniejsze? ;)

Jak na razie najważniejszą rzeczą jest to, że blog ten powstał w dniu 7.08.2012r. o godzinie 20:20.

Mała sprawa organizacyjna:
Informacje na temat nowych odcinków dostępne będą tylko przez gadu, więc wdzięczna bym była gdyby zainteresowane osoby w komentarzach podały swoje numery albo skrobnęły na: 43060613. :)

Ach, no i miło by było gdybyście, po przeczytaniu zostawili jakiś ślad po sobie - konstruktywna krytyka dobrze wpływa na pisanie opowiadań. :)

8 sierpnia 2012

Odcinek 1) „Zderzenie dwóch światów”

Napisane w luźnej formie, dialogi zaczerpnięte z życia codziennego.
                                               Miłego czytania.



Majkę z letargu wyrwał dźwięk telefonu. Dziewczyna zmarszczyła nos i przerzuciła pilotem na kolejny kanał telewizyjny. Po chwili spojrzała na „koma” z miną, jakby nie mogła uwierzyć, że on naprawdę dzwoni.
W końcu zniesmaczona podniosła słuchawkę:
-Czego?
-Elo, zajęta jesteś?
-No.
-A co robisz?
-Lenię się. – odparła brunetka i ziewnęła przeciągle.
-No to faktycznie zajęta jesteś. – parsknęła Julka.
-Oczywiście, a co?
-Zbieraj swój zajęty odwłok, kasę i chodź do mnie.
-Nie żebym była ciekawska, ale po ch...ekhm, po co? Biba?
-Nie.
-No to, po co?
-Czy Ty zawsze musisz zadawać tyle pytań?
-No, a co?
-Rrrr…
-Nie warcz na mnie ratlerku.
-Buc.
-Ja buc?
-Tak ty buc.
-Ja buc?! Ty bucu!
-Ciół!
-Ciul!
-Debil!
-Ośla łąka!
-Orangutan!
-Knur!
-Paszczak!
-O nie pani błyskotliwa! Przegięła pani pałę!
-Jeszcze nikomu nic nie przegięłam i nie dzwonię do Ciebie, żeby się z Tobą wyzywać.
-Nie? To, po co?
-Jedziemy na miasto powłóczyć się i takie tam.
-To nie mogłaś tak od razu?! Zaraz jestem!

            Julka powitała Majkę w turbanie na głowie, koszulce z króliczkiem, dżinsach podwiniętych do kolan, różnych skarpetkach, z jedną nogą tkwiącą w glanie a drugą w martensie.
-Ja pierdzielę! I to niby ja się dziwnie ubieram?! – wykrzyknęła brunetka i zaniosła się śmiechem.
Jej przyjaciółka wepchnęła ją do środka domu i mruknęła:
-Nie mogę się zdecydować. - dziewczyna odwinęła turban, rzuciła ręcznik na kaloryfer, odwróciła się i zobaczyła przyjaciółkę zgiętą wpół.
-No i z czego rżysz debilu jeden? – założyła ręce na piersiach i czekała na odpowiedź.
Majka kurczowo uczepiła się futryny jakby od niej zależało jej życie, otarła łzy, wyprostowała się, i krztusząc się ze śmiechu zapytała:
-A co ty dzióbku złoty masz na głowie?
„Gospodyni” użaliła się na przykurczonym umysłem koleżanki, odwróciła się w stronę lustra i zamarła.
Madejska widząc jej minę, która wyglądała, jakby jutro kazali jej pisać maturę z rozszerzonej historii, przewróciła się na podłogę i turlała ze śmiechu.
Wąski, otrząsnąwszy się z szoku, zaczęła chodzić od ściany do ściany, lamentując: „Pomyliłam szampony!”.
 -Spoko stara, wyglądasz… – brunetka szukała odpowiedniego słowa – … osobliwie. Zresztą, co drugi ma czerwone włosy. No może nie, co drugi, ale zawsze chciałaś być oryginalna. Poza tym, co się przejmujesz? Jest zima, założysz szlafmycę i po sprawie… Czerwony Kapturku! – i wybuchła kolejną salwą śmiechu.

          Julka, niewiele myśląc, cisnęła w nią swoim kapciuchem. Dziewczyna złapała go w dwa palce i z wyrazem największego obrzydzenia rzuciła w kąt przedpokoju.
-We mnie kapciuchem? I to jeszcze swoim śmierdzącym?! Już ja ci pokażę!
-Ty mi lepiej nic nie pokazuj! – parsknęła czerwonowłosa, pochwyciła drugiego kapcia i desperackim truchtem oddaliła się do swojej pieczary, albowiem Majka z okrzykami bojowymi, rodem z filmu o Indianach, rzuciła się w jej kierunku z szalikiem.
W tej szalonej gonitwie, nie zwróciły uwagi na próg pokoju i jedna za drugą jak długie, runęły na podłogę.
 Przyjaciółki siedziały w pokoju, nic nie mówiąc. Julka przykładała woreczek z lodem do czoła, a Majka – do szczęki. Pierwsza ciszę przerwała panna Miśkiewicz:
-To twoja wina!
-Jasne najlepiej zrzucić winę na bezbronnego i niewinnego! A właśnie, że to twoja wina! – brunetka zastanowiła się chwilę i: -Ale, że co?
-Że się w drzwiach wygrzmociłyśmy.
-Dobra, nieważne, najważniejsze, że uzębienie jest całe.
Julka spojrzała na koleżankę, która właśnie patrzyła ze wstrętem połączonym z kpiną na plakat półnagiego Daniela Radcliffa i wybuchła śmiechem.
-To może zdecydujemy w końcu jak mam się ubrać?
Majka odwróciła wzrok od mizernego, wątłego i marnego ciałka młodego boga i idola nastolatek, mających kisiel w majtkach na jego widok, spojrzała na swoją dziurawą skarpetkę, wysłużone dżinsy, dziwny sweter i stwierdziła:
-Wersja elegant odpada.
        Po jakiejś półgodzinie śmichów i chichów znalazły odpowiedni zestaw dla czerwonowłosej. Ta wskazała na swoją łepetynę i zapytała:
-A co z tym?
-Taka awangarda. – pisnęła brunetka, trzęsąc się z tłumionego śmiechu.
-To nie jest śmieszne.
-Wieee…m…
Po chwili obie wybuchły spazmatycznym chichotem.
W drzwiach mignął Tobiasz, brat Julki. Zlustrował chichoczące jak umysłowo chore dziewczyny, wnętrze pokoju, po czym z przerażeniem wrócił do swojego pokoiku. Przyjaciółki rozejrzały się i wspólnie doszły do wniosku, ż„coś z tym burdelem trzeba zrobić i zaczęły wrzucać wszystko do szafy.
Szafa to bardzo przydatny mebel. Gdy jakaś ciotka, albo kumpela chce ci urządzić nalot albo do akcji wkracza APW (Agencja Porządku Wewnątrzdomowego, tj. starzy) to sruu do niej wszystko i porządek jest.

Przed wyjściem Julka zajrzała do kuchni:
-To my się tato wylogowujemy na cały dzień.
-No to ENTER i przechodzimy na kolejny poziom. – zachichotała pod nosem Majka.



 źnym popołudniem dziewczęta wyszły z Empiku, trzymając się pod ramię.
-Jesteeeeem głooooodna. – jęknęła Julka i spojrzała na swą przyjaciółkę.
-Ja też. – westchnęła Majka.
-Trzeba powziąć jakieś kroki, dotyczące naszej ewentualnej śmierci głodowej.
-Znaczy, że konkretnie co?
Czerwonowłosa pokręciła głową z niedowierzaniem i powiedziała:
-Znaczy, że szukaj sklepu.
-Aaa, to mów do mnie normalnie, a nie jakimiś dziwnymi sformułowaniami.
-Ech, z Tobą się nie da przeprowadzić inteligentnej rozmowy.
-A z Tobą się niby da?
-Dobra, dobra. Chodźmy. – Madejska pociągnęła koleżankę w stronę marketu.
Stoisko z pieczywem.
-Bagietki! Bagietki! Bagietki! – Wąski bujała się w rytm wypowiadanych przez siebie słów.
-Nie masz poczucia rytmu łamago. – parsknęła Badyl, szczerząc się do pączków.
-Phi. – bardzo elokwentna odpowiedź poparta została argumentem w postaci bagietki, która wylądowała na głowie brunetki.
-Ty niedorobiona siekierko z krzywym trzonkiem! – warknęła uderzona i chwyciła zapiekankę.
-Psychol! – właśnie rozpoczęła się wojna.
Muszkieterowie i Jedi to nic w porównaniu z tym co odstawiały dziewczęta.
Kawałki pieczywa były wszędzie. Dzikie okrzyki nie ustępowały filmom wojennym czy historycznym.
-Giń! Przepadnij padalcu! – czapka Julki spadła na ziemię pod wpływem ciosu zadanego przez brunetkę.
-O nie! Mojego pompona?! Na tę brudną podłogę?! Ty przebrzydły, egoistyczny krowi placku! – w odwecie Majka została dźgnięta bagietką w nos. –Ha! Wygrałam! – krzyknęła czerwonowłosa i z wyrazem triumfu odwróciła się by zacząć szukać swojej ukochanej czapki.
Jednak nagły odwrót spowodował jej bliskie spotkanie trzeciego stopnia z zimową kurtką jakiegoś nieszczęsnego człowieka.
-Jak łazisz ofiaro! – popchnęła osobnika i zmrużone powieki skierowała w miejsce gdzie u normalnego gościa powinna znajdować się twarz. Jakie było jej zdziwienie, gdy jedyne co zobaczyła to suwak jego kurtki. –Choleeeeera. – mruknęła i zadarła głowę wyżej.
-Sorry, ale… - odezwał się jegomość, ale nie miał szansy dokończyć:
-Co Ty sobie wyobrażasz?! Że możesz tak na porządnych ludzi wchodzić kiedy Ci się podoba, Ty chamie skończony?! Trochę kultury kurde mać!
Majka z podziwem i zafascynowaniem patrzyła na przyjaciółkę, wywnętrzającą się nad niezidentyfikowanym osobnikiem.

Kilka minut później.

-Julka, ten ktoś już na pewno ma dość  Twojego wywnętrzania się. – Majka złapała przyjaciółkę za ramię.
-Ja teraz nie o tym. – stwierdziła czerwonowłosa i zwróciła się do osobnika, stojącego przed nią: -Znam Cię skądś. Tylko skąd? – dźgnęła go pozostałością po bagietce w klatkę piersiową.
-Nnnie wiem. – wyjąkał ktoś.
-Aaa, postęp. To mówi , a po głosie wnoszę, że to facet. – Maja przekrzywiła głowę i przyjrzała się osobnikowi z cwaniackim uśmiechem.
-Wypraszam sobie...
-...że jesteś facetem? – zapytała ironicznie brunetka.
-Skąd Cię znam?! – Julka zaczęła krążyć dokoła chłopaka, patrząc na niego podejrzliwie.
-Oho, detektyw Miśkiewicz w natarciu. – zachichotała Badyl.
-Wiem! To Ty mi strzeliłeś gumką w oko w 5 klasie! – klasnęła w ręce Wąski.
-Nnnie, raczej nie.... – szepnął chłopak.

-Sorry, Pit, ale musimy już iść. – pewnym głosem wtrącił brunet, stojący w niewielkiej odległości od nich. –Pożegnaj się z koleżankami i ... .
-Koleżankami?! Chyba kudły Ci mózg przygniotły.  – parsknęła Julka, nie spuszczając wzroku (i bagietki) z chłopaka, stojącego przed nią.
-Stara, to zdanie w ogóle nie miało sensu. – zmarszczyła brwi Majka. –Aczkolwiek myślę, że możemy się zwinąć stąd, bo niedługo zamykają.
-No w sumie racja. – mruknęła czerwonowłosa i dodała, wskazując palcem na swą ofiarę: -I tak Cię skądś znam. – i ruszyły do wyjścia.


1 komentarz:

  1. Właśnie znalazłam, przeczytałam i myślę, że jestem zainteresowana dalszym ciągiem...
    Czekam!

    OdpowiedzUsuń