Napisane w luźnej formie, dialogi zaczerpnięte z życia codziennego.
Miłego
czytania.
Majkę z
letargu wyrwał dźwięk
telefonu. Dziewczyna zmarszczyła nos i przerzuciła pilotem na kolejny
kanał telewizyjny. Po chwili spojrzała na „koma” z miną,
jakby nie mogła uwierzyć, że on
naprawdę dzwoni.
W końcu
zniesmaczona podniosła słuchawkę:
-Czego?
-Elo, zajęta
jesteś?
-No.
-A co robisz?
-Lenię się. –
odparła brunetka i ziewnęła przeciągle.
-No to faktycznie zajęta
jesteś. – parsknęła
Julka.
-Oczywiście,
a co?
-Zbieraj swój zajęty
odwłok, kasę i chodź do
mnie.
-Nie żebym
była ciekawska, ale po ch...ekhm, po co? Biba?
-Nie.
-No to, po co?
-Czy Ty zawsze musisz
zadawać tyle pytań?
-No, a co?
-Rrrr…
-Nie warcz na mnie
ratlerku.
-Buc.
-Ja buc?
-Tak ty buc.
-Ja buc?! Ty bucu!
-Ciół!
-Ciul!
-Debil!
-Ośla
łąka!
-Orangutan!
-Knur!
-Paszczak!
-O nie pani błyskotliwa!
Przegięła pani pałę!
-Jeszcze nikomu nic nie
przegięłam i nie dzwonię do
Ciebie, żeby się z
Tobą wyzywać.
-Nie? To, po co?
-Jedziemy na miasto
powłóczyć się i
takie tam.
-To nie mogłaś
tak od razu?! Zaraz jestem!
Julka powitała Majkę w
turbanie na głowie, koszulce z króliczkiem, dżinsach
podwiniętych do kolan, różnych
skarpetkach, z jedną nogą
tkwiącą
w glanie a drugą w martensie.
-Ja pierdzielę! I
to niby ja się dziwnie ubieram?! –
wykrzyknęła brunetka i zaniosła
się śmiechem.
Jej przyjaciółka wepchnęła
ją do środka
domu i mruknęła:
-Nie mogę się
zdecydować. - dziewczyna odwinęła
turban, rzuciła ręcznik na kaloryfer,
odwróciła się i zobaczyła
przyjaciółkę zgiętą
wpół.
-No i z czego rżysz
debilu jeden? – założyła ręce
na piersiach i czekała na odpowiedź.
Majka kurczowo uczepiła się
futryny jakby od niej zależało jej życie,
otarła łzy, wyprostowała się, i krztusząc
się ze śmiechu
zapytała:
-A co ty dzióbku złoty masz
na głowie?
„Gospodyni” użaliła
się na przykurczonym umysłem koleżanki,
odwróciła się w stronę
lustra i zamarła.
Madejska widząc
jej minę, która wyglądała,
jakby jutro kazali jej pisać maturę z
rozszerzonej historii, przewróciła się
na podłogę i turlała ze śmiechu.
Wąski,
otrząsnąwszy
się z szoku, zaczęła
chodzić od ściany
do ściany, lamentując:
„Pomyliłam szampony!”.
-Spoko stara, wyglądasz…
– brunetka szukała odpowiedniego słowa – … osobliwie. Zresztą,
co drugi ma czerwone włosy. No może
nie, co drugi, ale zawsze chciałaś być
oryginalna. Poza tym, co się
przejmujesz? Jest zima, założysz szlafmycę
i po sprawie… Czerwony Kapturku! – i wybuchła kolejną
salwą śmiechu.
Julka, niewiele myśląc,
cisnęła w nią
swoim kapciuchem. Dziewczyna złapała go w dwa palce i z wyrazem największego
obrzydzenia rzuciła w kąt przedpokoju.
-We mnie kapciuchem? I to
jeszcze swoim śmierdzącym?!
Już ja ci pokażę!
-Ty mi lepiej nic nie
pokazuj! – parsknęła czerwonowłosa,
pochwyciła drugiego kapcia i desperackim truchtem oddaliła się
do swojej pieczary, albowiem Majka z okrzykami bojowymi, rodem z filmu o
Indianach, rzuciła się w jej kierunku
z szalikiem.
W tej szalonej gonitwie,
nie zwróciły uwagi na próg pokoju i jedna za drugą
jak długie, runęły na podłogę.
Przyjaciółki
siedziały w pokoju, nic nie mówiąc.
Julka przykładała woreczek z lodem do czoła, a Majka – do szczęki.
Pierwsza ciszę przerwała panna Miśkiewicz:
-To twoja wina!
-Jasne najlepiej zrzucić
winę na bezbronnego i niewinnego! A właśnie,
że
to twoja wina! – brunetka zastanowiła się
chwilę i: -Ale, że
co?
-Że
się w drzwiach wygrzmociłyśmy.
-Dobra, nieważne,
najważniejsze, że
uzębienie jest całe.
Julka spojrzała na koleżankę,
która właśnie patrzyła ze wstrętem
połączonym z kpiną
na plakat półnagiego Daniela Radcliffa i wybuchła śmiechem.
-To może
zdecydujemy w końcu jak mam się
ubrać?
Majka odwróciła wzrok od
mizernego, wątłego i marnego ciałka
młodego boga i idola nastolatek, mających
kisiel w majtkach na jego widok, spojrzała na swoją
dziurawą skarpetkę,
wysłużone dżinsy,
dziwny sweter i stwierdziła:
-Wersja elegant odpada.
Po jakiejś półgodzinie śmichów
i chichów znalazły odpowiedni zestaw dla czerwonowłosej. Ta wskazała
na swoją łepetynę
i zapytała:
-A co z tym?
-Taka awangarda. – pisnęła
brunetka, trzęsąc
się z tłumionego śmiechu.
-To nie jest śmieszne.
-Wieee…m…
Po chwili obie wybuchły spazmatycznym
chichotem.
W drzwiach mignął
Tobiasz, brat Julki. Zlustrował chichoczące
jak umysłowo chore dziewczyny, wnętrze
pokoju, po czym z przerażeniem wrócił
do swojego pokoiku. Przyjaciółki rozejrzały się i
wspólnie doszły do wniosku, że „coś
z tym burdelem trzeba zrobić”
i zaczęły wrzucać
wszystko do szafy.
Szafa to bardzo przydatny
mebel. Gdy jakaś ciotka, albo kumpela chce
ci urządzić
nalot albo do akcji wkracza APW (Agencja Porządku
Wewnątrzdomowego, tj. starzy) to sruu do niej
wszystko i porządek jest.
Przed
wyjściem Julka zajrzała do kuchni:
-To my się
tato wylogowujemy na cały dzień.
Późnym
popołudniem dziewczęta wyszły z Empiku,
trzymając się
pod ramię.
-Jesteeeeem głooooodna. –
jęknęła
Julka i spojrzała na swą przyjaciółkę.
-Ja też. –
westchnęła Majka.
-Trzeba powziąć
jakieś kroki, dotyczące
naszej ewentualnej śmierci głodowej.
-Znaczy, że
konkretnie co?
Czerwonowłosa pokręciła
głową z niedowierzaniem i powiedziała:
-Znaczy, że
szukaj sklepu.
-Aaa, to mów do mnie
normalnie, a nie jakimiś dziwnymi sformułowaniami.
-Ech, z Tobą się
nie da przeprowadzić inteligentnej rozmowy.
-A z Tobą się
niby da?
-Dobra, dobra. Chodźmy.
– Madejska pociągnęła
koleżankę w
stronę marketu.
Stoisko
z pieczywem.
-Bagietki! Bagietki!
Bagietki! – Wąski bujała się w
rytm wypowiadanych przez siebie słów.
-Nie masz poczucia rytmu
łamago. – parsknęła Badyl, szczerząc
się do pączków.
-Phi. – bardzo elokwentna
odpowiedź poparta została argumentem
w postaci bagietki, która wylądowała na głowie brunetki.
-Ty niedorobiona siekierko
z krzywym trzonkiem! – warknęła uderzona i chwyciła
zapiekankę.
-Psychol! – właśnie
rozpoczęła się
wojna.
Muszkieterowie i Jedi to
nic w porównaniu z tym co odstawiały dziewczęta.
Kawałki pieczywa były wszędzie.
Dzikie okrzyki nie ustępowały filmom wojennym czy
historycznym.
-Giń!
Przepadnij padalcu! – czapka Julki spadła na ziemię
pod wpływem ciosu zadanego przez brunetkę.
-O nie! Mojego pompona?!
Na tę brudną
podłogę?! Ty przebrzydły, egoistyczny krowi placku!
– w odwecie Majka została dźgnięta
bagietką w nos. –Ha! Wygrałam! –
krzyknęła czerwonowłosa i z wyrazem triumfu
odwróciła się by zacząć
szukać swojej ukochanej czapki.
Jednak nagły odwrót
spowodował jej bliskie spotkanie trzeciego stopnia z zimową
kurtką jakiegoś
nieszczęsnego człowieka.
-Jak łazisz ofiaro! –
popchnęła osobnika i zmrużone
powieki skierowała w miejsce gdzie u normalnego gościa
powinna znajdować się
twarz. Jakie było jej zdziwienie, gdy jedyne co zobaczyła to suwak jego kurtki.
–Choleeeeera. – mruknęła i zadarła głowę wyżej.
-Sorry, ale… - odezwał się
jegomość, ale nie miał szansy dokończyć:
-Co Ty sobie wyobrażasz?!
Że
możesz tak na porządnych
ludzi wchodzić kiedy Ci się
podoba, Ty chamie skończony?! Trochę
kultury kurde mać!
Majka z podziwem i
zafascynowaniem patrzyła na przyjaciółkę,
wywnętrzającą się
nad niezidentyfikowanym osobnikiem.
Kilka minut później.
-Julka, ten ktoś już na
pewno ma dość Twojego wywnętrzania
się. – Majka złapała przyjaciółkę za
ramię.
-Ja teraz nie o tym. –
stwierdziła czerwonowłosa i zwróciła się do
osobnika, stojącego przed nią:
-Znam Cię skądś.
Tylko skąd? – dźgnęła
go pozostałością po
bagietce w klatkę piersiową.
-Nnnie wiem. – wyjąkał
ktoś.
-Aaa, postęp.
To mówi , a po głosie wnoszę, że
to facet. – Maja przekrzywiła głowę i
przyjrzała się osobnikowi z cwaniackim uśmiechem.
-Wypraszam sobie...
-...że
jesteś facetem? – zapytała ironicznie brunetka.
-Skąd
Cię znam?! – Julka zaczęła
krążyć
dokoła chłopaka, patrząc na niego podejrzliwie.
-Oho, detektyw Miśkiewicz
w natarciu. – zachichotała Badyl.
-Wiem! To Ty mi strzeliłeś
gumką w oko w 5 klasie! – klasnęła
w ręce Wąski.
-Nnnie, raczej nie.... –
szepnął chłopak.
-Sorry, Pit, ale musimy już iść. –
pewnym głosem wtrącił brunet, stojący
w niewielkiej odległości od nich. –Pożegnaj
się z koleżankami
i ... .
-Koleżankami?!
Chyba kudły Ci mózg przygniotły. –
parsknęła Julka, nie spuszczając
wzroku (i bagietki) z chłopaka, stojącego
przed nią.
-Stara, to zdanie w ogóle
nie miało sensu. – zmarszczyła brwi Majka. –Aczkolwiek myślę, że
możemy się
zwinąć stąd,
bo niedługo zamykają.
-No w sumie racja. – mruknęła
czerwonowłosa i dodała, wskazując palcem na swą ofiarę:
-I tak Cię skądś
znam. – i ruszyły do wyjścia.
Właśnie znalazłam, przeczytałam i myślę, że jestem zainteresowana dalszym ciągiem...
OdpowiedzUsuńCzekam!